Ostatnio w jednej dyskusji użyłem stwierdzenia, że „Baldur’s Gate 3” to całkiem niezły fanfic „Dragon Age’a”. Oczywiście mówiłem to na wyrost i z przymrużeniem oka, ale faktem jest, że grając w tę grę nie raz miałem skojarzenia ze wspomnianą serią. Dlatego też postanowiłem przyjrzeć się trzeciemu „baldurowi” raz jeszcze i odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo bioware’owa jest ta produkcja. Zapraszam.
Pisząc tę Myśl, opierałem się na „BioWare RPG Cliche Chart” pierwotnie opublikowanym przez Iana Milesa Cheonga na hellforge, a które obecnie dostępne jest m.in. tutaj. Ponadto, uznałem, że opisujemy tu sytuację postaci w pełni stworzonej przez gracza – czyli nie używamy ani „origin characters”, ani Mrocznej Żądzy.
„Twoje początki były skromne”
Owszem, były – przed porwaniem przez łupieżców umysłu bohater był jedynie jednym z licznych mieszkańców Wrót Baldura, nikim więcej niż jego szarym obywatelem.
Werdykt: Bardzo Bioware (2/2, suma 2/2).
„Straszliwa bitwa wytrąciła twoje spokojne życie z równowagi…”
Co prawda samo porwanie przez łupieżców umysłu nie spełnia definicji bitwy, ale już napaść githyanki na statek tych pierwszych z całą pewnością tak. Trudno co prawda powiedzieć, by to potyczka tych dwóch ras „wytrąciła twoje spokojne życie z równowagi”, ale te dwa wydarzenia łącznie z całą pewnością spełniają opisywaną kliszę.
Werdykt: Bardzo Bioware (2/2, suma 4/4).
„Atak pozostawił cię samemu z dwoma towarzyszami – jednym biegłym w walce, a drugim w magii”
Podczas Prologu na statku ta klisza jest spełniana co do joty – naszymi towarzyszkami są wojowniczka Lae’zel i kapłanka Shadowheart. Ta ostatnia będzie także prawdopodobnie odnaleziona jako pierwsza po katastrofie, natomiast po niej najbliżej wraku jest Astarion – na tym etapie elf nie ma jeszcze specjalizacji, więc jako łotrzyk spełnia definicję towarzysza biegłego w walce.
Werdykt: Bardzo Bioware (2/2, suma 6/6).
„Niezrażony atakiem, stajesz na nogi i zostajesz szybko zaproszony do elitarnego stowarzyszenia, co stawia cię w pozycji władzy lub autorytetu w stosunku do reszty ludzkości”
Generalnie nie – bohater BG3 nie dołącza do żadnej organizacji i do końca gry pozostaje wolnym strzelcem. Jednakże, jako że jest on zarażony kijanką łupieżców umysłu, ma on władzę nad pomniejszymi istotami należącymi do Absolutu, co wręcz jest opisywane jako autorytet.
Werdykt: Lekko Bioware (1/2, suma 7/8).
„Odkrywasz, że by ocalić świat, musisz udać się do czterech głównych lokacji”
Ten punkt jest najmniej ostry, bo sporo zależy od tego, jak policzymy lokacje, jednak co do zasady się zgadza: Dzicz, Podmrok, Cieniste Ziemie i Wrota Baldura. Jako że jednak każde z tych miejsc można by podzielić na mniejsze i wciąż tego bronić, nie mogę przyznać tutaj pełnej liczby punktów.
Werdykt: Lekko Bioware (1/2, suma 8/10).
„Podczas trwania twojej misji, zła lub złowieszcza organizacja próbuje podkopać każdy twój wysiłek”
Bez dwóch zdań dokładnie to dzieje się w „Baldur’s Gate 3”. Początkowo stale musisz mierzyć się z siłami Absolutu (do których możesz jednak dołączyć, przynajmniej w jakimś zakresie), natomiast później rolę tę przejmuje kościół Bhaala.
Werdykt: Bardzo Bioware (2/2, suma 10/12).
„W pewnym momencie zasypiasz i następuje sekwencja snu”
Kolejny spełniony punkt – to właśnie w snach kontaktuje się z tobą twój tajemniczy strażnik, chociaż potem odwiedzasz go i na jawie. Warto na marginesie nadmienić, że kuszenie Mrocznej Żądzy także odbywa się we wnętrzu umysłu bohatera.
Werdykt: Bardzo Bioware (2/2, suma 12/14).
„Na późnym etapie wyprawy odkrywasz ruiny kwitnącej starożytnej cywilizacji”
Tutaj także nie ma problemu z dopasowaniem trzeciego „baldura” do tej kliszy. Cieniste Ziemie, Próby Shar, Klasztor Lathandera, podziemia Wrót Baldura – sporo tu tego rodzaju lokacji. Historie tych miejscówek, może poza tą drugą, nie łączą się jednak z żadnym emocjonalnym wstrząsem, co nie pozwala mi uznać tego punktu za całkowicie spełnionego.
Werdykt: Lekko Bioware (2/2, suma 13/16).
Ostateczny werdykt może być tylko jeden: „Baldur’s Gate 3” jest bardzo bioware’ową grą. Uzyskało w tym porównaniu aż 81% możliwych do zdobycia punktów i nie udało mu się w pełni uciec żadnej kliszy znanych z gier tego studia. Czy to źle? W żadnym wypadku! BioWare w zasadzie stworzyło współczesne cRPGi drużynowe, stąd nic dziwnego, że te najlepsze będą podążać wypracowanym przez firmę schematem – najpewniej tym bardziej, kiedy będą kontynuować ich własne serie. Mi, jako fanowi studia pozostaje tylko się cieszyć, że w obliczu jego własnych problemów inne firmy utrzymują jego charakterystyczną formułę przy życiu.
Opinie