Pokłady


Gry komputerowe

Gry towarzyskie

Kultura

TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

Obrona Kaidana i Ashley


Dodał dnia 03.01.2018 do Mass Effect (seria).

Trylogia „Mass Effect” słusznie chwalona jest za wysoką jakość postaci towarzyszy, którzy w każdej kolejnej części stanowili coraz bardziej istotny element fabuły gry. Mimo że RPCe z kosmicznego cRPGa BioWare’u są zazwyczaj lubiani, dwoje z nich wydaje się cieszyć niezbyt wielką popularnością, mimo że teoretycznie powinni być nam bardzo bliscy, chociażby z racji wspólnej służby we flocie Przymierza Układów. Mowa oczywiście o poruczniku (później majorze) Kaidanie Alenko i szierżant (później chorąży) Ashley Williams. W niniejszym artykule przyjrzę się stawianym im zarzutom i spróbuje wykazać, że nie są one zbyt sensowne. Zapraszam.

Zacznijmy od Kaidana, gdyż jest to postać mniej nielubiana, która nawet cieszy się niejaką sympatią części społeczności. Najpowszechniejszym zarzutem stawianym temu towarzyszowi są oskarżenia o bycie osobą po prostu nudną – ja jednak sądzę, że o wiele lepszym określeniem byłoby osoba normalna. W przeciwieństwie do standardowego RPCa Kaidan nie przejawia żadnych dziwactw, nie ma ukrytych motywów ani też nie ciągnie się za nim trauma z przeszłości – innymi słowy, należy do takich ludzi, z których zapewne złożone jest grono naszych realnych przyjaciół, bo jakoś wątpię, że w prawdziwym życiu ciągniemy do wojennych zbrodniarzy czy psychopatycznych socjopatów. Nie oznacza to jednak, że Alenko cieszył się życiem pozbawionym dramatycznych wydarzeń, wszyscy bowiem wiemy, czego niechcący dopuścił się podczas szkolenia na biotyka. Jednakże, traumę zabójstwa swojego nauczyciela zdołał on przepracować konstruktywnie i wyszedł tego bez skrzywionej psychiki, a dodatkowo udało mu się to bez interwencji i pomocy gracza. I to właśnie tutaj upatrywałbym prawdziwy problem, który wielu ma z Kaidanem – nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by nasi growi towarzysze byli zdolni w pełni stanąć na własnych nogach i poradzić sobie z problemami na własną rękę, sami wolelibyśmy być tymi, którzy prowadzą biedne, zabłąkane istoty do oświecenia – a Kaidan okazuje się być człowiekiem należącym do tej pierwszej kategorii, co jakby nie patrzeć łamie schemat przedstawiania towarzyszy w grach, w tym w opisywanej trylogii.

Oczywiście, opisując Alenko nie można tu zapomnieć o nagłej zmianie jego orientacji seksualnej w „Mass Effect 3”. Są jednak dwa „ale”. Po pierwsze, nie musi to być wcale nagła zmiana. Skoro Kaidan uciekł od jednego stereotypu RPCa, to czemu nie miałby uniknąć i drugiego, mówiącego o tym, że każdy nieheteroseksualny towarzysz powie ci o tym w pierwszym zdaniu pierwszej rozmowy – może po prostu jego uczucie do komandora pojawiło się później, albo też wstydził się je uzewnętrznić wcześniej. Po drugie, jak to kiedyś wyczytałem na jednym z forum, Kaidan jest jedyną opcją romansową dla mężczyzn (i jedną z nielicznych dla kobiet), z którą można by stworzyć zdrową relację: Liara jest z długowiecznej rasy, Miranda i Jack nie są całkiem normalne, z Tali niemożliwa jest bliskość fizyczna, a Cortez to płaczliwa pizda. Osobiście nigdy nie będę fanem tego rozwiązania, ale muszę przyznać, że nie jest ono aż tak złe, jak wydawało się mi na pierwszy rzut oka.

Przejdźmy teraz do Ashley, której obrona jest bardziej konieczna, gdyż sierżant Williams regularnie okupuje raczej dolne miejsca w rankingach biowarowych czy masseffectowych towarzyszy. Zarzuty tu są na ogół dwa – po pierwsze ksenofobia i po drugie przesadna religijność. Zacznijmy od tej ostatniej, ponieważ zarzut ten dla mnie zupełnie niezrozumiały i nie wiem, skąd wzięła się ta opinia. O Bogu z Ashley odbywamy jedną, krótką rozmowę, z której nie wynika nic poza tym, że jest ona wierząca, a późniejsze wydarzenia w kajucie Sheparda jasno wskazują, że Williams raczej nie jest zbyt gorliwą chrześcijanką, a więc o przesadzie czy fanatyzmie nie może być mowy. Zarzut ten muszą więc wysnuwać wyłącznie osoby totalnie antyreligijne, dla których sama idea religii to kompletne zło albo kompletna głupota, a takich od ich poglądów odwieźć nie sposób, więc nawet nie będę próbował.

Pozostaje więc temat ksenofobii. I owszem, Ashley nie lubi obcych, ale pomiędzy rezerwą a ksenofobią jest olbrzymia różnica. Weźmy chociaż pierwszą część, w której narzeka na obecność na Normandii turianina czy kroganina – jak dla mnie, jest to zupełnie normalne. Wyobraźmy sobie, że polska flota buduje supernowoczesny okręg, na który dostajemy przydział, a wraz z nami pojawiają się na nim oficerowie wojska niemieckiego i rosyjskiego, którzy dostają do niego pełny dostęp. Jaka byłaby nasza reakcja? Obstawiam, że dokładnie taka, jak Ashley: na pewno nie chcielibyśmy, by przedstawiciele narodów, z którymi łączą nas skomplikowane relacje pałętali się po takiej jednostce, zwłaszcza gdyby nasz dziadek bronił ojczyzny podczas II wojny światowej. Co więcej, Williams wręcz sprzeciwia się ksenofobii – kiedy spotykamy przedstawiciela „nacjonalistycznej” partii Terra Firma, otwarcie wyraża ona swój sprzeciw wobec jej polityki, podobnie czyni także, gdy dołączamy do Cerberusa, który przecież ma w program wpisaną ludzką dominację.

No właśnie, Cerberus. Reakcja byłych (wtedy) ludzkich towarzyszy na współpracę Sheparda z Człowiekiem-Iluzją to dla wielu najciemniejsza karta w historii zarówno Kaidana, jak i Ashley, podobnie jak odmowa dołączenia wtedy do komandora czy zarzuty o zdradę podnoszone jeszcze w „Mass Effect 3” – nie da się ukryć, że nie jest to zachowanie, którego spodziewaliśmy się po kolegach i towarzyszach broni. Ale czy na pewno Kaidan i Ashley zachowali się wtedy aż tak źle? Nie do końca – większość członków załogi z „Mass Effect 1” wyraża niechęć do naszych nowych współpracowników (np. Tali jest rozczarowana, że jest to dobrowolna współpraca, a nie plan rozwałki terrorystów od środka). Część co prawda dołącza do nas ponownie, ale zwróćmy uwagę, że w ich przypadku jest to łatwiejsze niż dla Kaidana czy Ashley, którzy kompletnie zaprzepaściliby swoje kariery wojskowe czy nawet zostali obwołani zdrajcami – nie cieszyli się oni sławą bohaterów, za którą mogliby się schować, tak jak to czyni Shepard. Zgadzam się, że oboje mogliby nieco odpuścić i dać większy kredyt zaufania komandorowi w „Mass Effect 3”, a nie potulnie słuchać Undiny, z drugiej strony jako żołnierze szkoleni byli do słuchania rozkazów, a jako świeżo upieczone Widma zapewne chcieli wykazać się przed Radą. Ponadto, pamiętajmy, że przyjaźń także przechodzi przez różne fazy i to, że czasem słabnie nie jest powodem, by skreślać kogoś z listy znajomych do końca życia.

Jak więc widać, sporo zarzutów wysnuwanych przeciwko Kaidanowi i Ashley nie ma za wiele sensu, a inne wcale nie są tak poważne, jak mogłoby się wydawać. Mam nadzieję, że niniejszy tekst przyczyni się do poprawy ewentualnej złej opinii czytelników o tych postaciach, gdyż z całą pewnością na nią nie zasługują.

Komentarze


  • Dla mnie właśnie spokój i pewna przewidywalność Kaidana były bardzo kojące i takie realistyczne. Osoba, która nie daje się często ponosić emocjom, stara się być rozsądna w tych wszystkich trudnych i nagłych wyborach, chociaż ma swoje przekonania i swój kręgosłup moralny. Tak jak piszesz, normalny facet. To nie Suicide Squad, nie wszyscy muszą być mniej lub bardziej porąbani. 😉

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

     *