Pokłady


TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

[Origins] Recenzja


Dodał dnia 13.01.2016 do Dragon Age (seria).

Od pierwszych zapowiedzi „Dragon Age: Origins” było reklamowane dwoma hasłami: „powrót do klasyki” i „następca Baldur’s Gate”. I o ile to pierwsze brzmiało nieźle, drugie mnie przerażało – popularnego „Baldura” uważam bowiem za nudną, rozwleczoną grę i symulator chodzenia po lesie. Czy tak samo można więc i opisać jego niby-następcę? Tego dowiecie się z poniższej recenzji. Zapraszam.

Akcja DAO ma miejsce w fantastycznym świecie Thedas (którego nazwa – ciekawostka – pochodzi od skrótu „The D.A.S”, oznaczającego „The Dragon Age Setting”). Świat ten co parędziesiąt-paręset lat doświadcza Plagi – ataku zamieszkujących pod ziemią mrocznych pomiotów dowodzonych przez Arcydemona, upadłego smoczego boga dawnego Imperium *. Walką z Plagą zajmuje się organizacja zwana Szarą Strażą, której jesteś najnowszym rekrutem. Wraz ze swym komendantem wyruszasz do ruin starożytnej Twierdzy, by dokończyć swoją inicjację i u boku króla Cailana i armii Fereldenu** przegnać pomioty z powrotem pod ziemię. Ogólnie, fabuła (nawet później, gdy się nieco komplikuje) jest standardowa dla gatunku i BioWare’u, ale mnie się podobała – bo jeśli możliwość ukatrupienia wielkiego smoka w celu uratowania magicznej krainy nie jest dla Was pociągające, to chyba wybraliście zły gatunek.

* Znaczy, Imperium wciąż istnieje, ale straciło większość swojej potęgi.
** Jedno z państw w świecie Thedas.

Zanim jednak rzucimy się w wir walki i przygody, musimy najpierw stworzyć swojego awatara. Podstawowymi kategoriami jego opisu są tradycyjnie rasa i klasa – w obu tych grupach możemy wybierać z trzech opcji: ludzi, elfów i krasnoludów oraz wojowników, magów i łotrzyków. Słyszałem wiele głosów, że jest to liczba zbyt mała, ale zupełnie się z nimi nie zgadzam: każdą profesję da się rozwijać na kilka sposobów (przykładowo, wojownik może się szkolić w walce bronią i tarczą, bronią dwuręczną, dwiema broniami i bronią dystansową, a mag poznawać zaklęcia ze szkół żywiołów, kreacji, ducha i entropii), a wszystkie mogą podczas gry nauczyć się dwóch z czterech dostępnych dla niej specjalizacji (np. dla łotrzyka będą to bard, łowca, skrytobójca i szampierz) – mamy więc nad czym się zastanawiać.

Trzecią ważną decyzją, którą przyjdzie nam podjąć podczas tworzenia postaci jest wybór jednego z sześciu pochodzeń (ich liczbę do 1-2 ogranicza rasa i klasa); możemy wcielić się np. w ludzkiego szlachcica, krasnoludzkiego plebejusza lub trzymającego się dawnych zwyczajów i wyznającego dawnych bogów elfa dalijskiego. Pochodzenie określa reakcję napotkanych postaci na naszego herosa (i czasem vice versa), ale na ogół nie ma wpływu na wykonywane zadania (chociaż zakończenia gry dla każdego z nich nieco się różnią). Najbardziej prominentną różnicą jest Prolog, czyli w miarę krótkie (powinno zająć nie więcej niż 2-3 godziny) wprowadzenie pokazujące, dlaczego i w jaki sposób zostaliśmy zwerbowani w szeregi Szarej Straży.

Jak to w cRPGach bywa, mimo że tworzymy jednego bohatera, w trakcie gry przyłączy się do niego kilku kompanów, którzy pomogą mu w pokonywaniu kolejnych wyzwań, czy to stale, czy tylko na pewien czas. W DAO do pierwszej grupy możemy zaliczyć m.in. współ-Szarego Strażnika Alistaira, zmiennokształtną wiedźmę Morrigan, byłą bardkę, a obecnie świecką siostrę zakonną Lelianę czy… bojowego ogara rasy mabari. Oczywiście wszyscy oni mają jakieś swoje sekrety i tajemnice, którymi podzielą się z nami tylko wtedy, kiedy będziemy mieli na nich odpowiednio wysoki wpływ. Ten zdobywamy – wzorem „Knights of the Old Republic 2” i „Neverwinter Nights 2” Obsidianu – za postępowanie zgodnie z poglądami i sympatiami danego towarzysza, z tym że tu jest nieco łatwiej, bo nawet kilkadziesiąt punktów wpływu możemy zdobyć po prostu wręczając mu prezenty. Dla wielu osób te ostatnie zabijają cały system, ale i tak trudno się zaprzyjaźnić z kimś, kto zbyt się od nas różni, dlatego warto zabierać ze sobą na wycieczki te osoby, do których osobowościowo mamy najbliżej (u nich wpływ tylko zyskujemy, a nie tracimy), a pozostałych zostawiać na ten czas w obozie drużyny. Aha, gwoli ścisłości dodam, ze romanse też są obecne.

Z kompanami związany jest jeszcze jeden mechanizm, mianowicie ustawianie taktyki. Co prawda możemy całkowicie wyłączyć sztuczną inteligencję towarzyszy i kierować nimi samodzielnie, ale jest to dosyć żmudne. Warto więc zamiast tego posiedzieć kilka minut nad niezwykle prostymi w obsłudze skryptami – na specjalnym ekranie wybieramy jakiś warunek i dopasowujemy do niego akcję (czym bardziej zaawansowana postać, tym więcej slotów posiada): zarówno jednych, jak i drugich jest całkiem sporo (a garść kolejnych dołożyli modderzy), bez problemu można więc przykazać magowi rzucanie kuli ognistej w odpowiednio duże skupisko przeciwników czy nakazanie łotrzykowi atakowanie wrogów, którzy zajmują cię wojownikiem. Ogólnie, mechanizm ten oczywiście nie jest idealny, ale gdy dobrze go zastosujemy, w większości walk nawet nie dotkniemy nikogo innego niż nasa postać. Aż dziwne, że tak świetny pomysł nie wszedł na stałe do kanonu mechaniki gier.

Nie da się ukryć, że walka stanowi większą część rozgrywki i trzeba o niej wiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, większości bitew nie można uniknąć. Po drugie, potyczki są trudne, zwłaszcza gdy gramy po raz pierwszy – sam mam za sobą parę rozgrywek, a nigdy nie pokusiłem się na poziom wyższy niż normalny. W grze w zasadzie nie ma tzw. chłopców do bicia, stąd większość bitew odbywamy przeciwko istotom prawie dorównującym nam potęgą i znacznie przewyższających nas liczebnością, stąd warto zaopatrzyć się w solidną dawkę środków leczniczych. Po pewnym czasie walka zaczyna być nieco nużąca, zwłaszcza że różnorodność przeciwników jest mocno ograniczona (a na danym obszarze prawie zerowa). Na szczęście nie jest aż tak źle, bo kolejne poziomy i nowe zdolności do wypróbowania zdobywamy w dość szybkim tempie, a autorzy postarali sę o w miarę zróżnicowane warunki bitew (np. teren potyczki jest usiany pułapkami lub przeciwnicy dostają posiłki), więc przynajmniej co jakiś czas będziemy mieli do czynienia z walką, która przełamie bojową rutynę.

Pewną odskocznię od walk stanowią rozmowy z napotkanymi osobami. Podczas gry spotkamy mnóstwo postaci całkowicie pobocznych, a część z nich to prawdziwe indywiduua, przygotowane niemal z równym pietyzmem, co nasi towarzysze. Warto DAO policzyć na plus, że w przeciwieństwie chociażby do swoich kontynuacji stosuje klasyczny system dialogowy, gdzie widzimy całość odpowiedzi (a nie, jak w kole dialogowym, tylko ich niewiele mówiącą część), a wypowiedzi naszego awatara jako jedyne nie są dubbingowane, co, przynajmniej dla mnie, daje nam możliwość samodzielnego wyobrażania sobie jego tonu głosu i pewne ograniczone „odgrywanie” postaci. Oczywiście, główną przyczyną, dla której w ogóle prowadzimy konwersacje, jest popychanie do przodu fabuły i otrzymywanie questów pobocznych. Sporo tych ostatnich „zrywamy” także z różnych tablic informacyjnych; te na ogół są typowo „mmorpg’owe”, sprowadzając się do zabijania określonej liczby danych wrogów, odwiedzania kilku podobnych miejsc itp. – to kolejny element DAO, na którego mnóstwo osób narzeka, ale jak dla mnie w wielu grach jest multum takich zleceń, a tutaj przynajmniej nikt nie ukrywa, że stworzył je na kolanie.

DAO charakteryzuje się bardzo dobrą oprawą audiowizualną. Muzyce i efektom dźwiękowym niczego nie można zarzucić i warto posłuchać ich także poza grą. Jeśli zaś chodzi o grafikę, to tutaj autorzy pokusili się o coś, co można nazwać własnym stylem. Nie jest on może bardzo szczegółowy, ale czytelny i wystarczająco ładny, zwłaszcza jeśli chodzi o elementy wyposażenia i… kobiece twarze. Mimika i animacje są już jednak gorsze, bardzo także rażą w oczy olbrzymie dłonie wszystkich postaci – nawet delikatne elfki mają łapy wielkości pokrywek od hasioków.

Moim zdaniem, „Dragon’s Age: Origins” to jeden z najlepszych cRPGów w historii, przynajmniej tej nowszej. Łączy w sobie klasyczne rozwiązania fabularne i mechaniczne z nowym podejściem do wielu kwestii, zawiera bardzo przyjemny system rozwoju postaci oraz jest miły dla oka i ucha. Wystawiam mu ocenę 8+/10 i na pewno wrócę do niego w przyszłości.

Komentarze


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*