Pokłady


TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

Deadpool


Dodał dnia 26.03.2016 do Recenzje filmów aktorskich.

Przyznam się szczerze: „Deadpoola” unikałem prawie jak ognia. Wyjątkowo agresywna kampania reklamowa i dominujący w Internecie hype na tę produkcję sprawiły, że mnie osobiście nie interesowała ani trochę – byłem nawet, możnaby rzec, azainteresowany. Socjalizować się jednak trzeba, tak więc gdy kumpel zadzwonił z propozycją wspólnego wypadu do kina właśnie na ten film, zgodziłem się bez wahania.

„Deadpool”, jak już zapewne wszyscy wiedzą, opowiada o losach Wade’a Wilsona (Ryan Reynolds). Były komandos, karnie usunięty z armii, prowadzi obecnie w miarę spokojne życie najemnika, pomagajac nastolatkom pozbywać się natrętnych chłopaków i biorąc innego rodzaju łatwe zlecenia, dzięki którym bardziej pomaga innym niż zarabia większą kasę. Prywatnie także mu się układa – ma piękną dziewczynę Vanessę (Morena Baccarin), seks jest cudowny, planują ślub. Cały świat Wade’a wali się jednak w momencie, gdy dowiaduje się, że ma raka z przerzutami właściwie na wszystko. Kiedy zgłasza się więc do niego tajemniczy mężczyzna mówiąc mu, że może go wyleczyć, Wilson początkowo odmawia, ale postanawia jednak zaryzykować. Dzięki temu trafia do tajnej placówki, gdzie niejaki Francis (Ed Skrein) pracuje nad obudzeniem genu mutacji u swoich „pacjentów” – a że katalizatorem przemiany jest adrenalina, poddaje ich coraz to wymyślniejszym torturom. W końcu także i Wade zamienia się w mutanta, ale produktem ubocznym tegoż jest znaczne pogorszenie wyglądu. Gdy dochodzi do tego fakt, że po wszystkim wcale nie ma zostać wypuszczony, a zamieniony w bezwolną maszynę do zabijania, postanawia uciec. Od tej chwili jako Deadpool ściga swego oprawcę, który może jakby przywrócić jego wygląd do poprzedniego stanu.

Generalnie filmy można podzielić na trzy kategorie: filmy całościowo dobre, filmy z dobrymi momentami i filmy słabe. „Deadpool” należy do tej drugiej kategorii. Z całą pewnością twórcom doskonale udały się sceny akcji. Film ten, jak również wszyscy wiemy, dostał kategorię R – i bardzo dobrze! Dzięki temu zamiast grzecznych pojedynków, w których najgorsze, co może się zdarzyć to podbicie oka dostaliśmy brutalne potyczki, gdzie krew leje się strumieniami, a mózgi i inne narządy wewnętrzne nie raz przyozdabiają elementy scenografii. Choreografia walk jest przygotowana perfekcyjnie, również pracy kamery przy scenach akcji nie można niczego zarzucić. Efekty specjalne to także najwyższa półka, ale do tego liczne produkcje superbohaterskie już nas raczej przycwyczaiły i po prostu w tej dziedzinie nie można oszczędzać funduszy.

Tym, co mocno odróżnia „Deadpoola” od poprzednich superbohaterskich filmów Sony to obecny na każdym kroku (i to dosłownie na każdym, od napisów początkowych) humor. Niestety, nie jest on najlepszy. Fakt, niektóre żarty, zwłaszcza te łamiące tzw. „czwartą ścianę” (np. gdy Wade komentuje zdolności aktorskie grającego go przecież Ryana Reynoldsa albo na wiadomość, że Cyklop zabiera go do Profesora X pyta, czy Stewarta, czy McAvoya, bo już mu się to myli) są kapitalnie, ale ogólnie jest raczej słabo. Przede wszystkim, wszelkie dowcipy są strasznie wymuszone, jakby po prostu twórcy filmu zakrzyknęli: „pokażmy im, jak bardzo jesteśmy zabawni!”. Osobiście wolałbym coś bardziej subtelnego lub przynajmniej z większym polotem.

Jednak najgorszym elementem filmu jest chyba scenariusz. Wiele jego elementów jest strasznie skomplikowanych (choćby ta cała sprawa z mutującą placówką), postacie nawet nie próbują udawać realistycznych (to mogło być akurat zamierzone, ale i tak kłuje w oczy), a główny zły jest zupełnie pozbawiony charyzmy i charakteru. Na szczęście aktorzy w zdecydowanej większości grają bardzo dobrze – brawa zwłaszcza dla Reynoldsa, który musi na swoich barkach utrzymać w zasadzie cały film (doświadczenie pokazuje, że chyba lubi takie wyzwania) i Brianna Hildebrand, oglądając którą bardzo żałowałem, że jej postać raczej nigdy nie dołączy do filmowych „X-Menów”.

Podsumowując, tak jak mówiłem wcześniej, „Deadpool” to film z dobrymi momentami. Ma kilka mocnych punktów, ale ogólnie jest bardzo przeciętny. Sam daję mu 6/10, jednocześnie dziwiąc się uwielbieniu, którym cieszy się u niektórych.

Komentarze


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*