Pokłady


TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

Injustice: Gods Among Us


Dodał dnia 21.05.2017 do Recenzje innych gier.

Zasadniczo nie gram w bijatyki. Był co prawda w moim życiu okres, kiedy namiętnie zagrywałem się w „Guilty Gear X2” (pozdrawiam tutaj Bartka, który przegrywał ze mną jedną walkę na 50, jedząc przy tym czereśnie), ale poza tym mam za sobą jedynie parę partyjek w „Mortal Kombat”, które odbyły się jednak jakieś 15-20 lat temu. Wiem jednak, że ta ostatnia seria podupadła nieco po wydaniu części czwartej, kiedy pojawiające się pod tym szyldem gry nie trafiały w gusta masowego odbiorcy. Świetność marce przywróciło dopiero „Mortal Kombat X” autorstwa NetherRealm Studios, kiedy więc DC Comics/Warner Bros postanowili, że chcą stworzenia bijatyki z postaciami w/w wydawnictwa, to właśnie w ręce NetherRealm powierzono to zadanie (a może było odwrotnie i to NetherRealm zgłosiło się do wydawcy? trudno zgadnąć). Co ciekawe, „Injustice: Gods Among Us” nie jest pierwszym romansem DC Comics i „Mortal Kombat”, w 2008 r. wydano bowiem „Mortal Kombat vs. DC Universe”, jednak produkcja nie zdobyła uznania ani krytyków, ani graczy.

Do napisania fabuły nowej produkcji zaangażowano Toma Taylora, pracującego wcześniej nad kilkoma komiksami ze świata „Star Wars”, który osadził akcję gry w alternatywnym do głównej linii fabularnej DC świecie. 5 lat temu w uniwersum tym doszło do straszliwej tragedii: Jokerowi udało się zdobyć gaz Scarecrowa, którego (po zmieszaniu z kryptonitem) użył przeciwko Supermanowi. Pod wpływem wywołanych przez środek halucynacji, Człowiek ze Stali widział Lois Lane jako Doomsdaya i myśląc, że walczy z potężnym przeciwnikiem, wyniósł ją na orbitę, natychmiast zabijając swoją żonę i ich nienarodzone dziecko. Na dodatek, Błazeński Książę Zbrodni połączył puls dziennikarki z zapalnikiem umiejscowionej w Metropolis bomby atomowej i kiedy ten pierwszy ustał, Miasto Jutra zostało kompletnie zniszczone, a wszyscy jego mieszkańcy zginęli w wybuchu. Oszalały z bólu po utracie rodziny i metropolii, którą chronił, Superman zabił Jokera, po czym obwołał się Najwyższym Kanclerzem całej planety, na której przy pomocy innych superbohaterów i superzłoczyńców wprowadził despotyczne rządy silnej ręki, jednocześnie brutalnie eliminując prawie całą opozycję. Jedyny ocalały z ruchu oporu, Batman, wiedząc, że sam nie da rady Supermanowi, postanowił poprosić o pomoc herosów z alternatywnej Ziemi i tutaj właśnie zaczyna się akcja gry.

Na opis fabuły poświęciłem sporo miejsca, ale jest to w pełni uzasadnione, bowiem opowiedziana w grze historia jest jej największą zaletą. Taylorowi udało się znakomicie wyczuć pisany przez siebie świat i postacie, przez co stworzył wciągającą, świetnie poprowadzoną historię, jednocześnie w wyraźny sposób bawiąc się ogranymi wcześniej motywami. Nawet jeśli ktoś z Was nie ma zamiaru zagrać w „Injustice”, koniecznie musi zobaczyć na YouTubie kompilację cutscenek z tej produkcji, a także zapoznać się z komiksowym prequelem gry, zwłaszcza jego pierwszą połową. Pisana przez tego samego scenarzystę seria to zdecydowanie najlepszy komiks, jaki czytałem i szkoda, że Francisowi Manapulowi, który przejął ją od Taylora, nie udało się osiągnąć poziomu poprzednika.

Dość już jednak o fabule, bo zapewne dla wielu graczy „story mode” jest w bijatykach jedynie dodatkiem do innych trybów gry. W „Injustice” poza nim mamy oczywiście standardową turniejową drabinkę, pojedyncze bitwy, multiplayer, trening i wyzwania – chyba żadnego z nich tłumaczyć nie trzeba, wszystkie bowiem są dość typowe dla tego gatunku. Każdy z nich możemy rozegrać jedną z 24 (30, jeśli liczyć DLC) postaci, wśród których znajdziemy zarówno takie tuzy jak Superman, Batman czy Wonder Woman, jak i postaci nieco mniej znane, w rodzaju Aresa, Killer Frost czy Solomona Grundiego. Wszyscy bohaterowie (i złoczyńcy) mają oczywiście swój własny zestaw ruchów podstawowych, ich kombinacji i ciosów specjalnych. (Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadł silny i zaskakująca szybki Aquaman, z kolei Wonder Woman grało mi się tragicznie.) Mamy tutaj też odpowiedniki znanych z „Mortal Kombat” fatality, ale chociaż oglądanie ich jest niewątpliwie bolesne (wątpię, by ktoś chciał być wyniesiony w powietrze, po czym parokrotnie zebrać buławą w twarz), to jednak gra jest przeznaczona dla osób w wieku od lat 16, nie 18, nie uświadczymy więc tam za wiele krwi czy innych wyrywanych kręgosłupów. Pochwalić należy zbalansowanie postaci, wśród których nie widać ani zdecydowanego lidera, ani zdecydowanego loosera – każda ma ciosy wysokie i niskie, ataki dystansowe, obrony czy możliwość szybkiego zbliżenia się do wroga – wszystko zależy więc od umiejętności gracza, a nie siły jego awatara. Koniecznie trzeba też powiedzieć o bardzo dobrych moim zdaniem arenach, które po pierwsze wypełniono wieloma interaktywnymi obiektami (od teleportów po wyrzutnie rakiet), których można użyć przeciwko przeciwnikowi, a po drugie podzielono na parę części – jeśli uda nam się przerzucić przeciwnika do innej sfery, nie tylko zadamy mu wysokie obrażenia, ale i zobaczymy kolejne bolesne animacje.

„Injustice” byłaby więc całkiem przyjemną grą, gdyby nie jedna rzecz: sterowanie. Podstawowe ruchy wykonuje się bardzo łatwo, problem jest z ich kombinacjami. Powiedzmy, że dana postać może wykonać kombo pięść-pięść-kop. Odpowiedzialne za kolejne składowe przyciski musimy w tym wypadku wcisnąć nie podczas trafienia poprzednim ciosem czy nawet wtedy, gdy jeszcze trwa, ale zaraz po rozpoczęciu natarcia. Dla mnie jest to bardzo nieintuicyjne, gdyż po pierwsze musimy się zdecydować na całe kombo bez wiedzy, czy jego rozpoczęcie w ogóle dojdzie celu, a po drugie wprowadza to niespójność między tym, co dzieje się na ekranie a tym, co dzieje się na klawiaturze. Na dodatek, chociaż obłożenie klawiszy można oczywiście zmienić, podczas wielu quick time eventów gra nie rozpoznaje tej modyfikacji i widzimy, jak nasza postać obrywa z powodu tego, że klawisze wyświetlane na ekranie to nie te, które według gry mamy w tym momencie wcisnąć.

Na koniec jeszcze słówko o grafice. Na pewno znakomicie wyglądają areny i to nie tylko z racji jakości tekstur, ale i dlatego, ze cały czas coś się na nich dzieje – w tle toczą się inne walki, wybuchają pociski, pękają szyby i tym podobnie – otoczenie jest żywe, a nie sterylne. Co zaś się tyczy modeli postaci, to tu już bywa różnie. Taki Superman (w mojej opinii wyraźnie wzorowany na Ryanie Reynoldsie) wciąż prezentuje się bardzo dobrze, z kolei np. Wonder Woman już w momencie premiery wyglądała paskudnie. Ogólnie jednak wygląd gry jakoś tragicznie się nie zestarzał – widziałem parę filmików z consolowej wersji (bo PC-owej na razie brak) „Injustice 2” i jedynka w tym porównaniu nie ma się czego wstydzić.

Pora więc na odpowiedź na pytanie: czy poleciłbym tę grę? Jeśli zapytałby mnie o to fan bijatyk, odpowiedziałbym: „Nie wiem, nie mam za bardzo z czym aktualnym porównać, ale od „Guilty Geara” jest gorsza”. Jeśli zapytałby mnie o to fan komiksów, odpowiedziałbym: „Sprawdź, mi podoba się średnio, ale a nuż tobie podpasuje. Nawet jeśli nie, koniecznie obejrzyj cutscenki i przeczytaj prequel!”. Sam wybierz, która odpowiedź jest dla ciebie.

Ocena: 6/10
  • Kapitalna fabuła, świat i bohaterowie.
  • Spory wybór postaci, ciosów i taktyk.
  • Bardzo dobre areny.
  • Nieintuicyjne sterowanie, zwłaszcza w QTE.
  • Wygląd niektórych postaci (Wonder Woman, brrr…)

Komentarze


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*