Pokłady


Gry komputerowe

Gry towarzyskie

Kultura


TESGIR
Najlepsze miejsce
dla fanów fantastyki

T E S G I R
N a j l e p s z e m i e j s c e d l a f a n ó w f a n t a s t y k i

TOP7 moich najgorszych decyzji w „Detroit: Become Human”


Dodał dnia 30.08.2026 do Różności growe. Brak komentarzy.

Pokojowa rewolucja Markusa odnosi przynajmniej czasowy sukces, Connor dołącza do dewiantów, a Alice, chociaż bez Kary, jest bezpieczna w Kanadzie – chyba całkiem niezłe zakończenie „Detroit: Become Human”, prawda? No niby prawda, ale nie oznacza to, że droga do niego była bezbłędna. Wręcz przeciwnie, popełniłem w tej wędrówce kilka mniejszych lub większych błędów, które nie pozwalają mi być z siebie w pełni zadowolonym. Siedem najgorszych z nich wymieniam poniżej. Zapraszam.

Uwaga! Myśl zawiera ciężkie spoilery z „Detroit: Become Human”.

Miejsce 7. „Zbiegowie” – Kradzież nożyc do drutu

Mała rzecz, a smuci – tak można by to podsumować. Mimo że ostatecznie rozdział „Zbiegowie” ukończyłem tak, jak chciałem, czyli nocowaniem w opuszczonym budynku (wszak lepiej się nie pokazywać obsłudze motelu, prawda?), próba kradzieży nożyc do drutu i konieczność ich zwrócenia, bo pokusiłem się jeszcze na batona, siedzi niczym mała zadra w moim sercu. A wszystko to z prostego powodu, że kolejne takie samo narzędzie leży na parkingu, skąd można je sobie wziąć bez żadnych problemów. Cokolwiek bym tu zrobił, na niczym by nie zaważyło, bo nie zauważyłem też paru innych interakcji, ale czasem jestem zbytnim perfekcjonistą.

Miejsce 6. „Klub Eden” – Zastrzelenie androidek

Generalnie grając w gry komputerowe, staram się ratować i oszczędzać, kogo tylko się da, jak zresztą jeszcze na niniejszej liście zobaczycie. Mimo to, kiedy po walce z dwiema dziwkobotkami pojawiła się opcja zastrzelenia ich w samoobronie, długo się nie wahałem i pociągnąłem za spust – i do dzisiaj nie wiem, dlaczego. Może działałem instynktownie? Albo bałem się o Connora? Albo był on jeszcze zbyt maszyną i za mało człowiekiem i mi też się udzieliło? Nie wiem, fakt jest jednak faktem, a ja do teraz mam wyrzuty sumienia, że nie pozwoliłem Traciom uciec i żyć razem długo i szczęśliwie. Dlaczego więc jest tak nisko na liście? Bowiem jak tak teraz czytam wiki, wychodzi na to, ze jakbym do tego dopuścił, nigdy nie znalazłbym Jerycha, co byłoby jeszcze gorsze.

Miejsce 5. „Gniazdo” – Zgubienie dewianta

Muszę powiedzieć, że samego mnie zdziwiło, jak dobrze szło mi wykonywanie w DBH wszelkich QTE – ot, choćby ani razu w czasie gry nie przegrałem żadnej walki. Ale, niestety, przegrałem pościg, mimo że w teorii mechanika i jednego, i drugiego, są takie same. W tym wypadku jednak poza wypatrywaniem promptów należało także trzymać ściganego dewianta w zasięgu wzroku, a dwa zadania oparte na percepcji i zręczności na raz okazały się ponad moje siły. Ponownie, nie spowodowało to negatywnych konsekwencji w trakcie gry, ale jednak wolałbym, by wyżej wymieniony rozdział zakończył się inaczej.

Miejsce 4. „Rozdroża” – Ratowanie wszystkich

„Detroit: Become Human” to o tyle dziwna gra, że jest strasznie mało karząca – trzeba zrobić dużo głupsze rzeczy niż ja, by skończyła się naprawdę źle. Tak jest m.in. w rozdziale „Rozdroża”, w którym mimo że cały czas jesteśmy atakowani przez ludzkich żołnierzy, ratowanie każdego, kto znajduje się w bezpośrednim zagrożeniu zapewnia nam tylko więcej QTE, a nie natychmiastowe negatywne konsekwencje – a takie właśnie rozwiązanie wybrałem. Dlaczego więc liczę to na poczet błędów? Bowiem od samego początku jako Kara postanowiłem, że będę dbał przede wszystkim o Alice, a tutaj, nie wiedząc jeszcze powyższego, ryzykowałem jej życie tylko dlatego, że nie potrafiłem porzucać androidów w potrzebie. No cóż, kompleks bohatera jak widać obowiązuje mnie nie tylko w heroic fantasy, ale i quasi-realistycznym science fiction.

Miejsce 3. „Wróg publiczny” – Osłona Hanka

Clancy’emu Brownowi trzeba przyznać jedno: chociaż nigdy nie awansował do aktorskiej pierwszej ligi, jest świetnym aktorem głosowym i postaciom, w które się wciela w grach czy animacjach potrafi nadać sporo charyzmy. Tak też jest z porucznikiem Hankiem Andersonem, którego odgrywa (a także użycza mu twarzy) w DBH – gdy tylko policjant pojawia się na ekranie, kradnie każdą scenę. Nic więc dziwnego, że chciałem za wszelką cenę go chronić i pod żadnym pozorem nie dopuścić do jego śmierci, stąd kiedy wrogi dewiant zaczął siać ołowiem na lewo i prawo, natychmiast skoczyłem, by osłonić partnera. Dlaczego więc to był błąd? Bowiem nawet wówczas, gdybym zamiast tego zaszarżował na przeciwnika, Hankowi i tak by się nic nie stało, a wybrane przeze mnie rozwiązanie spowodowało zniszczenie Connora – a przecież tylko chciałem pociągnąć porucznika na ziemię. Jasne, androidowi śledczemu szybko się poprawiło, ale jednak o wiele bardziej wolałbym, by oryginalny robot dożył do końca przygody.

Miejsce 2. „Bitwa o Detroit” – Poświęcenie Kary

Jak wspomniałem na wstępie, podczas mojego przejścia gry Alice udało się dotrzeć do Kanady, jednak bez Kary – ta bowiem poświęciła się na granicy, by umożliwić swojej córce bezpieczny tranzyt. Dlaczego właśnie ona? Bowiem nie czułem, bym miał moralne prawo poświęcać inne androidy, nawet jeśli oba wyraziły gotowość do oddania swojego życia za dziewczynkę. Ciężar bohaterstwa wzięła więc na siebie Kara, jednak zrobiła to… niepotrzebnie – miałem bowiem na tyle wysokie wsparcie społeczeństwa, że kontroler graniczny pozwoliłby mi przejść nawet wiedząc, że jestem robotką. Fakt, takie rozwiązanie sytuacji nie było przez grę w żaden sposób sugerowane, ale biorąc pod uwagę, jak bardzo promuje ona spokój i opanowanie, mogłem zaryzykować. Z drugiej strony, co by było, jakby mi się nie powiodło, i Alice także by zginęła?

Miejsce 1. „Zlatko”

Na pierwszym miejscu ląduje nie jakieś pojedyncze zdarzeniem, a cały rozdział, ten bowiem chyba rozegrałem najbardziej chaotycznie ze wszystkich. Zaczęło się od tego, że Karze nie udało uwolnić się z maszyny Zlatko i została pozbawiona pamięci; chociaż tu akurat muszę przyznać, że opowieść nawet zyskała na tym, iż uczucie androidki do podopiecznej było tak silne, że wyciągnęło dane z kosza jej systemu operacyjnego. Jednak później nie było dużo lepiej – konkretnie, zostałem złapany podczas ucieczki, gdyż ani nie zauważyłem opcji uciszenia krzyczącego androida, ani nie udało mi się udanie przekraść przez składzik (co jednak zrzucam na karb niezbyt jasnej perspektywy) i zginęłabym śmiercią haniebną, gdyby nie wcześniej uwolniony misiobot, który zginął śmiercią bohaterską. W ciągu jednego rozdziału zdarzyły mi się więc dwa poważne błędy i aż dziwne, że nie wyniknęły z tego żadne poważne konsekwencje.

A czy Wam w „Detroit: Become Human” zdarzyły się jakieś błędy ciążące później na sumieniu? Dajcie znać w komentarzu.

Opinie


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *