Pokłady


TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

Mass Effect vs. Dragon Age – pojedynek towarzyszy


Dodał dnia 27.08.2016 do Komputerowa varia.

Jak już pisałem nie raz i nie dwa, BioWare zawsze miało talent do pisania postaci towarzyszy, a chyba z najlepszymi z nich mieliśmy do czynienia w bodajże najbardziej znanych produkcjach studia: „Mass Effect” i „Dragon Age”. Którzy z nich byli jednak lepsi? Na to pytanie odpowiada poniższy tekst. Zapraszam.

Do tego porównania użyłem wyłącznie towarzyszy stałych, którzy od swojego przyłączenia zostają z nami już na zawsze – stąd brak tutaj Jenkinsa, Aryi i Nyreen z ME oraz Mhairi, Bethany, Carvera i Tallis z DA. Zrezygnowałem także z Psa, jako że to po prostu pies, stąd mimo że zabawny, nie jest zbyt interesujący i zupełnie nie było z nim kogo porównać. Ponadto, jako że nie grałem w „Dragon Age: Inquisition” i jeszcze długo nie pogram, oczywiście nie brałem pod uwagę towarzyszy z tej gry – zresztą, tylko dlatego ten tekst mógł zawrzeć w sobie wszystkich kompanów. Aha, i uwaga na spoilery.

Obrazek tła pochodzi ze strony http://shaunsarthouse.deviantart.com/?rnrd=149497.

Ashley Williams vs. Aveline Vallen

Dwie twarde babki, żołnierski, które piastują funkcje zwykle sprawowane przez męskich kompanów. Mimo że nie mam nic do Ashley (na pewno nie uważam jej ani za ksenofoba, ani religijnego fanatyka), to jednak Aveline zdecydowanie tu wygrywa. Po pierwsze dlatego, że zawsze chroni naszych pleców, a po drugie dlatego, że jest brzydka – nieczęsto twórcy gier decydują się na tworzenie nieatrakcyjnych kompanów. Pierwszy punkt dla DA.

Kaidan Alenko vs. Alistair Theirin

Kompani, którzy reprezentują archetyp zwykłego, sympatycznego gościa, bez wielkich przywar czy ekstrawaganckich cech charakteru – mimo to, a może właśnie dlatego, obu bardzo lubię. Obaj spędzili także swoją młodość poza domem, szkoląc się na biotyka/templariusza nieco wbrew swojej woli. Ciekawszą postacią jest jednak Alistair, a to za sprawą królewskiego pochodzenia i lepszego rozwoju postaci podczas gry (oraz braku nagłej zmiany orientacji seksualnej). Drugi punkt dla DA.

Mordin Solus vs. Anders

Dwie postacie, których wspólną cechą jest prowadzenie kliniki i… popełnienie straszliwej zbrodni, w wyniku których zginęła olbrzymia liczba niewinnych istot. Jednakże, kiedy poznajemy Mordina, owa zbrodnia jest już za nim, a my pomagamy mu odkupić (lub nie) winy, z kolei cała nasza podróż z Andersem prowadzi właśnie do tego haniebnego czynu – a tego nie mogę wybaczyć zarówno mu, jak i scenarzystom, stąd wynik tego pojedynku jest jasny. Pierwszy punkt dla ME.

Javik vs. Justice

Dwie postacie uznane za martwe, które zostają „wskrzeszone” w wyniku naszych działań i które stają się uosobieniem Zemsty. Kiedy jednak Justice w „Awakening” jest postacią po prostu nudną, Javik raz po raz zaskakuje nas interesującymi lub kontrowersyjnymi wypowiedziami, a jego interakcje z nowym światem i opowieści ze starego są przezabawne. No i zakończenie jego wątku po zachęceniu do zajrzenia w okruch pamięci po prostu miażdży. Drugi punkt dla ME.

Grunt vs. Oghren

Szczerze mówiąc, te dwie postacie zostały sparowane, bo tylko im brakowało partnerów – kiedy jednak się nad tym zastanowić, Grunt jest kroganinem doskonałym, a Oghren zapewne widzi siebie jako ideał; ponadto, w „Citadel” dowiadujemy się, że ten pierwszy lubi sobie chlapnąć bez oporu. I chociaż Grunt przechodzi podczas gry dłuższą drogę, to jednak Oghren jest tak przezabawany, że nie można przejść obok niego obojętnie. Trzeci punkt dla DA.

Miranda Lawson vs. Isabela

Nie oszukujmy się: pierwsze, na co zwracamy uwagę, gdy poznajemy te towarzyszki, to ich sporej wielkości biust. Mirandzie jednak w trakcie trwania gry udaje się wyjść nieco poza standardowy „fan service” (zwłasza w „The Shadow Broker”, kiedy dowiadujemy się, że chciałaby mieć dziecko, ale nie może), tak Isabela zawsze pozostaje biuściastą piratką bez spodni. Trzeci punkt dla ME.

Jack vs. Morrigan

Dwie potężne „czarodziejki” i dwie wredne zołzy, z którymi na pewno nie chcielibyśmy się zaprzyjaźnić w prawdziwym życiu, przynajmniej do czasu, kiedy pierwsza z nich odnajduje się i uspokaja dzięki zostaniu nauczycielką. Mimo że taki rozwój postaci jest niespodziewany i interesujący, pojedynek wygrywa Morrigan: jest to po prostu postać wręcz elektryzująca, której pierwsze pojawienie się zawsze wywołuje u mnie ciarki. Czwarty punkt dla DA.

Kasumi Goto vs. Leliana

Trzeci kobiecy pojedynek z rzędu, w którym naprzeciwko siebie stają tym razem dwie łotrzyce, na których życie w najbardziej dramatyczny sposób wpłynęły ukochane osoby: czy to poprzez ich śmierć, czy zdradę. Tutaj zdecydowanie wygrywa Kasumi, która pomimo ograniczonych interakcji z nią dała się poznać jako zabawna, sympatyczna towarzyszka ze znakomitym powodem, by nie przyłączać się do nas w trzeciej części – jedna z nielicznych kobiet w grach, z którą wirtualny romans, jeśli byłby możliwy, naprawdę wchodziłby w grę. Czwarty punkt dla ME.

EDI vs. Shale

Pojedynek robotów… sort of. Kiedy jednak seksownych AI mamy w grach, książkach, serialach i filmach na pęczki, tak z golemicą spotkałem się w „The Stone Prisoner” pierwszy raz w życiu – i już samo to wystarczy, by Shale wygrała pojedynek. Piąty punkt dla DA.

Liara T’Soni vs. Merrill

Dwie młode, delikatne i niewinne dziewczyny o sporej mocy, które dla dobra swojego ludu zaczęły parać się zajęciami zupełnie do nich niepasującymi: handlem informacją lub magią krwi. I chociaż w osobie Merrill scenarzyści mieli okazję pokazać swój kunszt podczas pokazywania tego kontrastu, w ogóle jej nie wykorzystali, napompowując dziecinność elfki do karykaturalnych rozmiarów. I właśnie dlatego wygrywa Liara, nawet mimo tego, że wielkich argumentów po swojej stronie nie ma. Piąty punkt dla ME.

Thane Krios vs. Fenris

Nie mam wątpliwości, że tworząc Fenrisa twórcy DA2 wzorowali się na Thane’ie. Beznamiętny głos, przeszłość zabójcy na usługach pana odpowiedzialnego za ich trening lub wzmocnienie, nawet ubierają się ponownie. Kiedy jednak Fenris potrafi wyłącznie żalić się na swój los, Thane stara się wznieść ponad swoją przeszłość, naprawić swoje błędy i uczynić świat lepszym, dzięki czemu do wygranej nie potrzebuje ani idealnej pamięci, ani niespodziewanej religijności, ani heroicznej śmierci po bolesnej chorobie. Szósty punkt dla ME.

Legion vs. Nathaniel Howe

Dwóch wyszkolonych zabójców, którzy przyłączają się do nas po tym, gdy w poprzedniej części serii znacznie przetrzebiliśmy ich rodzinę. Legion ma tu jednak tę przewagę, że jego „rodzina” jest dużo bardziej interesująca i że dzięki niemu zdobywamy o niej kupę nowych informacji. Siódmy punkt dla ME.

Garrus Vakarian vs. Varric Tethras

Zdecydowanie najtrudniejszy wybór w tym porównaniu: obaj ci kompani są moimi najlepszymi kumplami w swoich uniwersach i z obu można poczuć prawdziwą męską przyjaźń. Minimalnie bardziej odpowiada mi jednak Varric, z jego barwnymi opowieściami i szelmowskim błyskiem w oku. Szósty punkt dla DA.

Jacob Taylor vs. Sebastian Vael

W obu porównywanych seriach gier ci dwaj kompani uchodzą za najnudniejszych towarzyszy. Kiedy jednak w przypadku Jacoba jest to moim zdaniem prawda, zupełnie nie zgadzam się z taką opinią odnośnie Sebastiana. Jego konflikt wewnętrzny jest bardzo interesujący, a twardy kręgosłup moralny sprawia, że naprawdę go szanuję. Siódmy punkt dla DA.

Morinth vs. Velanna

Kolejny trudny pojedynek, tylko tym razem nie z racji wielkiej sympatii dla obu postaci, a raczej z wielkiej obojętności wobec nich. Ostatecznie, to jednak Morinth wygrywa, gdyż, nie ukrywam, jak wszyscy lubię fikcyjnych psychopatów. Ósmy punkt dla ME.

James Vega vs. Zevran Arainai

Dwie postacie, które wyglądają zupełnie inaczej, ale które jednak los skojarzył ze sobą w tym porównaniu – poza wyczerpaniem innych opcji spowodowało to także ich służenie bądź co bądź jako mniej lub bardziej udany comic relief. Bardziej cenię sobie jednak Zevrana, chociaż nie potrafię powiedzieć, dlaczego. Ósmy punkt dla DA.

Zaeed Massani vs. Loghain Mac’Tir

Najlepszym podsumowaniem tego sparowania będzie, że obaj ci panowie to dwaj zgryźliwi tetrycy, którzy w przeszłości doznali różnych krzywd i którzy przez długi czas nie potrafią wznieść się ponad to, nawet jeśli mają ucierpieć niewinni. Loghain korzysta tu jednak z bardziej rozbudowanego backgroundu i bardziej interesującego konfliktu wewnętrznego. Dziewiąty punkt dla DA.

Tali’Zorah nar Rayya vs. Sigrun

Obie te towarzyszki poznajemy w podobnym momencie ich życia: obie są (albo przynajmniej wydają się być) młodymi dziewczynami, które dopiero co wyruszyły w świat zewnętrzny i które owy świat zewnętrzny czasem zadziwia, a czasem przeraża. Mimo że bardzo lubię optymizm i chęć poświęcenia się Sigrun, to jednak Tali jest jedną z najfajniejszych i najbardziej rozwijających się kompanek, z jaką miałem przyjemność obcować w grach komputerowych. Dziewiąty punkt dla ME.

Samara vs. Wynne

Na pierwszy rzut oka postacie te nie mają ze sobą wiele wspólnego, ale jeśli przyjrzymy im się głębiej odkryjemy, że podobieństw jest cała masa: obie są dojrzałymi kobietami, podopieczne/i obu żyły w odizolowanym miejscu i obie utraciły jedną/jednego z nich, co znacznie wpłynęło na ich dalsze życie. I chociaż Samara to bardzo interesująca postać, to jednak Wynne ją przebija – nieczęsto w grach w naszej drużynie pojawia się babcia chcąca cerować nam skarpety. Dziesiąty punkt dla DA.

Urdnor Wrex vs. Sten

Ostatnią już parę tworzą potężni wojownicy wywodzący się z ras pogardzanych przez resztę świata. I ten krótki opis zupełnie wystarcza na scharakteryzowanie Stena. Opis Wrexa będzie jednak trudniejszy, gdyż widzimy go jako zgorzkniałego najemnika, jako kontrowersyjnego wodza, jako rozdartego wewnętrznie mężczyznę zmuszonego zniszczyć lek na trapiącą jego ludzi chorobę czy jako bezwzględnego negocjatora. A tyle twarzy w zupełności wystarczy na wygraną. Dziesiąty punkt dla ME.

Porównanie towarzyszy w „Mass Effect” i „Dragon Age” zakończyło się ciekawym wynikiem, jakim jest remis 10:10, co tylko podkreśla podobieństwo kompanów w obu tych seriach. Moglibyśmy co prawda drążyć, kto wygrywał z większą przewagą, ale nie za bardzo ma to sens; we wszystkich tych produkcjach mamy do czynienia z wieloma znakomitymi kompanami i kilkoma, których niezbyt polubimy – czyli tak jak w życiu. Dziękuję za uwagę i do następnego.

Komentarze


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*