Pokłady


TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

TOP7 gier Might & Magic


Dodał dnia 30.04.2017 do Komputerowa varia.

„Might and Magic” to marka, która liczy już sobie ponad 30 lat. Przez ten czas mogliśmy zagrać w 10 cRPGów („Might & Magic”), 7 (plus dodatki) strategii turowych („Heroes of Might & Magic”), 3 gry akcji („Warriors”, „Crusaders”, „Dark Messiah”) oraz zapewne kilkanaście gier z innych gatunków i minigierek. Co więc zrozumiałe, przydomek „of Might and Magic” (lub w nowszych produkcjach nagłówek „Might & Magic”) budzi ciepłe uczucia u wielu graczy. Które z tych gier są jednak najlepsze? Oto moje TOP7. Zapraszam.

Miejsce 7 „Heroes of Might & Magic II”

Listę otwiera produkcja, z którą zaczęła się moja przygoda z marką. Początkowo w drugich „hirołsów” zagrywałem się wyłącznie u znajomych rodziców, gdyż nie miałem jeszcze własnego sprzętu, a gdy go wreszcie zdobyłem, to HoMM2 była jedną z pierwszych zainstalowanych gier. Nie da się ukryć, że w porównaniu z „trójką” czy „piątką” HoMM2 wydaje się być mocno ograniczona (za to w porównaniu z „jedynką” rozwinięć jest masa), ale zupełnie nie przeszkadza jej to być udaną grą z przyjemną oprawą graficzną, która (chyba) obroniłaby się nawet bez chowania za tarczą nostalgii. No i jest to jedyna odsłona serii, w której można było rekrutować dziki, i to na dodatek w zamku czarodzieja – ktoś, kto wpadł na ten oryginalny, aczkolwiek kultowy dla mnie pomysł musiał być albo szaleńcem, albo geniuszem.

Miejsce 6 „Might & Magic: Heroes VII”

Zapewne kontrowersyjna pozycja, gdyż „Heroes VII” jest grą, która przypieczętowała upadek serii i przez którą nie zobaczymy następnych „hirołsów” jeszcze przez długi czas. Wszystkiemu jest bez dwóch zdań winien Ubi-Soft, który po bardzo udanej kampanii promocyjnej (np. gracze mogli poprzez głosowanie zdecydować, jakie frakcje i jednostki pojawią się w grze) wypuścił na rynek nic innego, jak betę tej produkcji, która była (jak to beta) obarczona masą błędów i niedoróbek, przez co większość miłośników marki i nowych graczy po prostu się od niej odbiła. Teraz jednak (po 5 patchach) jest to gra bardzo przyjemna, która przy okazji dobrze oddaje oddaje hołd poprzednim odsłonom serii – jest w niej coś z „szóstki”, coś z „piątki”, coś z „trójki”… Jeśli więc tak jak ja i setki innych graczy odłożyliście „Heroes VII” na półkę po „premierowej” partii, dajcie jej szansę jeszcze raz – naprawdę na to zasługuje.

Miejsce 5 „Might & Magic VII: For Blood and Honor”

„Might & Magic VII” nosi miano najlepszej odsłony tej kultowej serii cRPGów. Na niniejszej liście zajmuje jednak dopiero 5. pozycję, a to ze względu na frustrująco wysoki poziom trudności (często zdarza się, że gdzie na danym etapie gry nie pójdziemy, tam dostaniemy potężne wciry) i niedoróbki w skalowaniu umiejętności (bez mistrza Rozbrajania pułapek czy Identyfikacji przedmiotów szanse na sukces są minimalne). Nawet mimo tego jest to jednak wciąż bardzo dobra gra, z wieloma zróżnicowanymi klasami, dużą liczbą umiejętności i znakomitym systemem rozwoju postaci (w który wliczają się m.in. promocje w klasie czy konieczność udania się do sali treningowej, by podnieść poziom swojej drużyny). Warto zwrócić uwagę, że jest to także produkcja, która może się pochwalić dwoma zakończeniami, co teraz jest niby standardem, ale w czasach jej wydania (1999 r.) zdarzało się bardzo rzadko. Jeśli dzisiejsze gry są dla ciebie za łatwe, sięgnij po MM7, o ile oczywiście nie przeszkadza ci rozpikselizowana grafika i widok „grupowego FPP”.

Miejsce 4 „Might & Magic VIII: Day of the Destroyer”

„Might & Magic VIII” można przewrotnie określić jako ulepszoną-ograniczoną wersję „Might & Magic VII”. Z jednej strony poprawiono w niej to, w czym MM7 kulało: pod względem „skalowania” poziomów i testów biegłości MM8 radzi sobie dużo lepiej (zawsze jest gdzie pójść i co zrobić), ale z drugiej strony świat został znacznie spłycony, a fabuła jest po prostu debilna („łuuu, świat się kończy, żywiołaki niszczą nasz wymiar, musimy się zjednoczyć, łuuu”). To, co jednak najważniejsze, czyli rozwój postaci pozostało równie dobre, a mnogość przedmiotów, czarów i napotykanych potworów wciąż jest zadowalająca. No i gdzie jeszcze można poprowadzić drużynę złożoną z wampira, mrocznego elfa, minotaura, trolla i smoka? Nigdzie.

Miejsce 3 „Heroes of Might & Magic III”

Dla wszystkich, którzy nie znają mnie osobiście, tak „niska” pozycja trzecich „hirołsów” może być sporym zaskoczeniem. Tak, zgadzam się, że to kapitalna produkcja. Tak, zgadzam się, że jest to gra kultowa, może i najbardziej kultowa w historii. Ale nie zgadzam się, że to najlepsza odsłona HoMM. Ale nie będę strzępił klawiatury, by ją dalej opisywać: wszak grało w nią 99% graczy i każdy wie, z czym to się je – a jeśli nie wie, niech spyta kolegi obok. Niech po prostu przemówi fakt, że jest do dzisiaj rozwijana przez modderów na całym świecie i że do dzisiaj każdy wspomina ją z rozrzewnieniem – nie wyłączając mnie. Może gdybym był starszy i bardziej pro w roku jej wydania, byłaby wyżej, a tak jest „tylko” na najniższym stopniu podium.

Miejsce 2 „Heroes of Might & Magic V”

To są właśnie dla mnie najlepsze „hirołsy”. HoMM5 miało po wielu latach przywrócić świetność serii, którą ta utraciła po rozmianie HoMM3 na drobne, przeciętnych HoMM4 i tragicznych dodatkach do tych ostatnich. I jak dla mnie efekt przerósł najśmielsze oczekiwania. Początkowo HoMM5 wydało mi się przeciętne, ale później do niej „dorosłem” i obecnie uważam, jak uważam. Wszystkiemu winny jest kapitalny (zdecydowanie najlepszy w serii) system rozwoju postaci, a także znakomity (jeden z najlepszych ogólnie i zdecydowanie najlepszy z rozszerzeń do „hirołsów”) dodatek „Dzikie Hordy”, który znacznie wyprostował i rozbudował mechanikę produkcji (m.in. dodając alternatywne ulepszenia każdej jednostki). I nawet jeśli wolałbym klasyczne tury zamiast mechaniki opartej na Gotowości Bojowej, i tak darzę „Heroes V” olbrzymią miłością – i mam nadzieję, że nie jestem w tym osamotniony.

Miejsce 1 „Might & Magic: Clash of Heroes”

Długo się wahałem, czy na pierwszym miejscu tej listy ma się znaleźć „Heroes V” czy też właśnie „Clash of Heroes” – ostatecznie padło na tę drugą, chociaż mocno zaważył tutaj fakt, że jestem niedługo po jej ponownym przejściu. CoH to taka niepozorna, mało znana produkcja, na którą nikt nie czekał, a która okazała się być świetną grą. Połączenie oryginalnego systemu walki z mnóstwem gimnastyki umysłowej daje kupę frajdy i właśnie za to ją pokochałem, co też możecie przeczytać w recenzji. Albo i nie czytajcie, ale kupcie i zagrajcie – nie zrobić tego to wstyd.

Komentarze


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*