Pokłady


TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

Zorro mojego dzieciństwa


Dodał dnia 08.02.2016 do Serialowa varia.

Niedawno mój pięcioipółletni siostrzeniec miał w przedszkolu bal przebierańców, więc wypytałem go (na nieszczęście jest zbyt skryty, by o czymkolwiek sam z siebie opowiedzieć), jak się bawił i, przede wszystkim, za co przebrały się dzieciaki. Ustaliłem, że było wśród nich kilku superbohaterów, sporo legowych ninja i… ani jednego Zorra – a przecież była to postać, która za moich czasów dominowała na tego rodzaju zabawach. Co więcej, okazało się, że mój siostrzeniec, a więc zapewne i jego koledzy w ogóle nie znają tego bohatera. Dlatego też postanowiłem wybrać się na tę sentymentalną podróż do dzieciństwa i pokrótce opowiedzieć o dwóch serialach o Zorro, które oglądałem w starych, dobrych czasach. Zapraszam.

Na wypadek, gdyby Zorro był nieznany nie tylko kilku-, ale i kilkunastolatkom parę słów o tym bohaterze. W swoim cywilnym wcieleniu bohater ten (stworzony przez pisarza Johnston McCulley w 1919 r.) to żyjący w XIX-wiecznej Kaliforni młody szlachcic Diego de la Vega, stale uśmiechnięty, dobrze ułożony i szarmancki, ale i wyjątkowo ciamajdowaty. Gdy jednak nadchodzi noc, Diego przebiera się w czarny strój (na który poza spodniami i koszulą składają się nieodłączne kapelusz, maska i peleryna), wsiada na swego rumaka Tornado i ze szpadą w dłoni broni zwykłych ludzi przed uciskiem chciwych szlachciców i brutalnych żołnierzy. Wszędzie, gdzie się pojawi, wycina swoje charaktrystyczne Z, które może równie dobrze przyozdobić drzewo czy ogłoszeniu o podwyższeniu podatków, jak i ubranie pokonanego przeciwnika.

Osobiście po raz pierwszy spotkałem się z Zorrem (co po hiszpańsku znaczy Lis) w powstałym w 1957 r. serialu aktorskim produkcji znanego wszystkim Disneya, który za mojego dzieciństwa leciał w porannym, sobotnim paśmie dla dzieci na TVP1 – zresztą, wychowałem się na nim nie tylko ja, ale i moi rodzice, chociaż oni zmuszeni byli oglądać czarno-białą wersję tej produkcji, którą do moich czasów zdążono już pokolorować. Nie da się ukryć, że serial podobał się mi (i nie tylko mi) wyjątkowo, a tamtejsze podejście do poszczególnych postaci stało się dla mnie kanoniczną wersją Zorro i jego otoczenia – nigdzie już nie zobaczyłem (i wątpię, żebym zobaczył) bardziej udane odzwierciedlenia don Diega czy grubego sierżanta Garcii. Wbrew pozorom, na korzyść produkcji działał też fakt, że był to serial familijny, dzięki czemu był pozbawiony brutalności i Zorro nie zabijał swoich przeciwników, a tylko ich ośmieszał, co znacznie bardziej pasuje do Lisa. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję zobaczyć ten serial, nie ważcie się jej zmarnować.

Drugim serialem o Zorro, który oglądałem już kilka lat później, był animowany „Zorro” z 1997 r. Postacie w nim prezentowane były podobne do tych z wcześniej opisanej produkcji, ale same przygody nabrały jakby superbohaterskiego szlifu, co nie jest niczym nowym, zważywszy na fakt, że na Zorro został oparty znany wszystkim Batman. Diego miał tym razem do czynienia nie tylko ze szlachtą i żołnierzami, ale i z szalonymi naukowcami i tym podobnymi archetypami, a nawet z mocami nadprzyrodzonymi, przy czym w walce z nimi zdarzało mu się wykorzystywać sprzęt bardziej skomplikowany niż szpada i bat (np. naręczna wyrzutnia kotwiczki z liną). Akcja serialu toczyła się wartko i gładko, a animacja była bardzo dobra, ale nie ukrywam, że całość, chociaż mi się podobała, bardziej przypadła do gustu mojej młodszej siostrze.

Te dwa seriale to oczywiście nie wszystkie produkcje poświęcone Zorro, jednak to właśnie one najbardziej zapadły mi w pamięć i zdefiniowały dla mnie tego bohatera. Obecnie postać ta jest w zasadzie nieco zapomniana, ale podobno Jonas Cuaron (scenarzysta „Grawitacji”, a prywatnie syn odpowiedzialnego za „Harry’ego Pottera i Więźnia Azkabanu” Alfonso Cuarona) szykuje się do realizacji nowego filmu o przygodach Lisa. Póki jednak go nie dostaniemy, musimy się zadowolić wspomnianiami – na szczęście te, przynajmniej w moim przypadku, są bardzo pozytywne.

Komentarze


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*