Nie będzie zapewne dla nikogo zaskoczeniem, że uwielbiam seriale „The Legend of Vox Machina” i „The Mighty Nein” – pisałem o tym już wielokrotnie. Głównym powodem mojej sympatii do obu tych produkcji są występujące w nich postacie, które dawno temu powołali do istnienia grający wspólnie w RPGi aktorzy głosowi – zapisy ich sesji, zebrane w programie „Critical Role”, stały się podstawą scenariuszy w/w serii. Nic więc dziwnego, że zarówno Vox Machina, jak i Potężna Dziewiątka mają w swych składach siedmioro członków, bowiem właśnie tylu graczy (plus Metthew Mercer jako Mistrz Gry) uczestniczyło w papierowo-stołowej zabawie. Wykorzystując to, w niniejszej Myśli wezmę na warsztat postacie odgrywane przez te same osoby i zastanowię się, które z nich lubię bardziej – opierając się na animacjach, nie oryginalnych kampaniach. Zapraszam.
Grog Strongjaw vs Fjord (Travis Willingham)
W tym wypadku zacznę od designu, który w przypadku Fjorda jest po prostu niekonsekwentny. Patrząc na niego, widzimy wysokiego, przystojnego i umięśnionego mężczyznę, a jednak serial próbuje nam wmówić, że jest on jakimś chucherkiem, które wzbudza śmiech i szyderstwa. Jednak jeśli to przebolejemy, okaże się, że Fjord jest bardzo interesującą postacią, zmuszoną do walki zarówno ze swoimi normalnymi wadami, jak i nadnaturalnymi zagrożeniami dla własnego jestestwa. Dla kontrastu, Grog, chociaż zabawny, jest w zasadzie taką poczciwiną bez większej głębi, której nie jest mu w stanie nadać nawet skomplikowana historia rodzinna. Z tego względu, ten pierwszy pojedynek wygrywa półorczy czarownik, który w ciągu jednego sezonu został rozbudowany bardziej niż goliacki barbarzyńca w trzech.
Keyleth z Powietrznych Ashari vs Beauregard Lionett (Marisha Ray)
Z tego, co się orientuję, historia Beauregard została w serialu znacznie zmieniona w stosunku do rpgowego oryginału. Mówię o tym dlatego, że być może z innym tłem historycznym, osobowość Beau odbierałbym inaczej, bo w tej formie lubię ją chyba najmniej ze wszystkich postaci, których wędrówkę przez Exandrię mogłem obserwować – mniszka jest nieprzyjemna, ale nie wydaje się, by miała ku temu jakiś konkretny powód. Dla kontrastu, Keyleth była jedną z najmilszych postaci w obu drużynach, ale to niekoniecznie jest wada. Wręcz przeciwnie, osobiście lubię takie urocze bohaterki -, o ile ich charakter nie zostanie „przesłodzony”, czego o powietrznej Ashari nie można powiedzieć. Z tego starcia z tarczą wychodzi więc Keyleth, lecz niezależnie od tego należy Marishy Ray pogratulować zarówno wyobraźni, jak i umiejętności, skoro potrafiła wcielić się w tak odmienne od siebie postacie.
Scanlan Shorthalt vs Nott the Brave (Sam Riegel)
Jeśli miałbym wskazać tego, kto w „Critical Role”, „The Legend of Vox Machinie”, czy „The Mighty Nein” bawi się najlepiej, bez wahania wybrałbym Sama Riegela – obie jego postaci są, przynajmniej powierzchownie, comic reliefami w ich drużynach. Obie też bez wątpienia mają ukrytą pod płaszczykiem żartów głębię i to właśnie ona decyduje o tym, że z tych dwóch przedstawicieli małych ras wybieram Nott. Co prawda pełnia traumy goblinki nie została jeszcze ujawniona, ale nawet bez tego widać, że jest to postać bardziej skomplikowana niż Scanlan. Zwłaszcza należą się tu plusy za pokazanie jej alkoholizmu, co zostało zrobione z dużą dozą tak dramatu, jak i czarnej komedii. Nie bez znaczenia jest też jej przyjaźń z Calebem, który to wątek potrafi być tak samo zabawny, co rozczulający.
Vex’ahlia vs Jester Lavorre (Laura Bailey)
Powiem szczerze: miewam lekkiego crusha na Laurę Bailey, co rozciąga się także na grane przez nią postacie. Jednakże, chociaż nie mogę przejść obojętnie obok cudownego akcentu Jester, z tych dwóch kobiet to Vex’ahlia jest moją ulubienicą. Szkopuł w tym, że choć niebieskoskóra kapłanka bywa naprawdę zabawna, warstwa dramatyczna u tej postaci niemal nie istnieje, podczas gdy Vex sprawdza się w obu tych sferach, zapewniając tak dość subtelny na warunki Vox Machiny humor, jak i całkiem sporo poważnych momentów. Dość ciekawe jest również to, że w obu serialach postać grana przez Laurę wchodzi w relacje romantyczne z innymi członkami drużyny i tutaj także wygrywa Vex, której wątek romantyczny z Percym jest dużo dojrzalszy (aczkolwiek bez przesady) niż – póki co – nastoletnia miłostka Jester do Fjorda.
Vax’ildan vs Caleb Widogast (Liam O’Brien)
Niestety, w tym porównaniu Vax’ildan w zasadzie stoi na z góry przegranej pozycji, i to z paru powodów. Po pierwsze, Caleb jest w zasadzie głównym bohaterem pierwszego sezonu „The Mighty Nein”, podczas gdy Vax w zasadzie nigdy nie dostał kawałka fabuły wyłącznie dla siebie – wszystkie ważne wydarzenia w jego życiu były związane z Vex, Keyleth czy Percym. Po drugie, czarodziej jest moją ulubioną klasą w D&D, a do tego Caleb nie tylko ma w sobie pewne odcienie mistycznego sztukmistrza, ale i jego magia została genialnie pokazana – skupienie się na tym, że potrzebuje do czarowania komponentów, nie tylko zgadza się z papierowym oryginałem, ale i bardzo ciekawie wygląda. Z tego względu, hobo-wizard łatwo wygrywa w tym porównaniu, co oczywiście nie znaczy, że półelfiego łotrzyka w ogóle nie lubię, bo tak absolutnie nie jest.
Pike Trickfoot vs Yasha Nydoorin (Ashley Johnson)
Tutaj będzie szybko, bo też nie ma o czym się rozpisywać. W pierwszym sezonie „The Mighty Nein” grana przez Ashley Johnson Yasha w zasadzie w ogóle się nie pojawia – na przestrzeni wszystkich odcinków ma chyba ze trzy krótkie sceny. Z tego względu ten pojedynek pozostawiam nierozstrzygnięty do czasu, gdy dowiem się o barbarzynce nieco więcej. Bo to wcale nie jest tak, że nie ma szans „pokonać” Pike – gnomka jest całkiem sympatyczna, ale nie jestem wielkim fanem jej obecnego arcu, który wydaje się zmierzać do oderwania (a przynajmniej naderwania) jej od Everlight.
Percival de Rolo vs Mollymauk Tealeaf (Taliesin Jaffe)
Przed ostatnim pojedynkiem mamy 2-3 dla The Mighty Nein i to od Taliesina Jaffe zależy, czy będzie remis, czy jednak młodsza grupa wygra ze starą. I to rozstrzygnięcie nie będzie dla mnie proste, gdyż zarówno Percy, jak i Molly są chyba moimi ulubionymi członkami poszczególnych drużyn. Ostatecznie jednak muszę wskazać na… Mollymauka. Percival jest naprawdę świetną postacią, ale w osobie diabelstwa Potężna Dziewiątka zyskała w moich oczach kogoś, kim w Vox Machinie nie był ani rewolwerowiec, ani nikt inny: prawdziwego przywódcę. Po prostu uwielbiam te wszystkie momenty, w których Molly pokazuje nie tylko swoją charyzmę, ale i zrozumienie dla innych, jednocześnie wciąż zachowując szelmowski błysk w oku. Jednak trzeba powiedzieć, że nigdy nie było tak blisko remisu, jak w tym porównaniu.
I to tyle – jak łatwo policzyć, The Mighty Nein wygrała z Vox Machiną 4-2. Tak to jest jednak z tego rodzaju tekstami, że czasem dziel i rządź nie działa tak, jak powinno, bowiem gdybym miał odgórnie stwierdzić, którą drużynę lubię bardziej, wskazałbym na tę starszą. Trzeba jednak zaznaczyć, że „Legenda Vox Machiny” miała już trzy sezony, a „Potężna Dziewiątka” tylko jeden i wszystko może się jeszcze zmienić – dlatego też kolejnych sezonów obu seriali będę wypatrywał z wypiekami na twarzy.
Opinie