Pokłady


TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

[ME2] Recenzja


Dodał dnia 14.08.2016 do Mass Effect (seria).

Od bitwy o Cytadelę, w której flocie ludzkiego Przymierza udało się zniszczyć Suwerena,a tym samym zapobiec powrotowi niszczącej życie organiczne rasy Żniwiarzy, minęło około 6 miesięcy. Dowodzona przez bohaterskiego komandora Sheparda Normandia, obarczona zadaniem odnalezienia i zlikwidowania niedobitków wroga, patroluje Mgławicę Omega, w której ostatnio zaczęły ginąć kolejne statki. Wkrótce staje się jasne, kto odpowiada za kolejne zaginięcia, kiedy to Normandia staje się celem ataku tajemniczego statku. Duma ludzkiej floty zostaje zniszczona, a chociaż większości jej załogi udaje się ujść z życiem, śmierć ponosi ta najważniejsza: komandor Shepard. Dwa lata później okazuje się jednak, że stan ten był mniej permamentny, niż do tego przywykliśmy, a odpowiedzialna ze wskrzeszenie pierwszego ludzkiego Widma grupa ekstremistów znana jako Cerberus ma dla niego kolejne zadanie: mieszkańcy odległych ludzkich kolonii są porywani przez półmityczną rasę Zbieraczy, a że z dużym prawdopodobieństwem są w to zamieszani również Żniwiarze, to właśnie komandor Shepard wydaje się być osobą najbardziej odpowiednią do ich ponownego powstrzymania.

Tak oto prezentuje się fabuła kontynuacji kosmicznej space opery studia BioWare: „Mass Effect 2”. Kontynuacji, której, powiedzmy to już na początku, udało się znacznie ulepszyć oryginał, naprawiając jego wady i uwypuklając zalety. Ale po kolei.

W ME2 raz jeszcze wcielamy się w postać komandora Sheparda, którego możemy albo importować (wraz ze wszystkimi podjętymi decyzjami) z części pierwszej, albo stworzyć od podstaw (w tym wypadku będziemy żyli w „kanonicznym” świecie) – jako że ME2 kontynuuje pewne wątki z ME1, silnie zalecana jest pierwsza opcja. Do dyspozycji pozotaje te same sześć klas, przy czym nawet importowanemu komandorowi możemy ją zmienić – jako że przemeblkowany został system rozwoju bohatera, także profesje przeszły większe lub mniejsze modyfikacje i chociaż ich „feel” i tło fabularne pozostały takie same, to już ich moce mogą znacznie różnić się w stosunku do jedynki – ot, choćby każda specjalizacja ma jakąś unikalną, właściwą tylko sobie zdolność (że też wspomnę taktyczny kamuflaż szpiega czy też biotyczną szarżę szturmowca – zdecydowanie dwa najlepsze i najoryginalniejsze pomysły).

Podobnie jak w jedynce, tak i dwójce sporą, a nawet jeszcze większą rolę odgrywają towarzysze komandora Sheparda. Nie licząc DLC, jest ich aż 10 (w tym dwie stare twarze), a każdy kompan jest bardzo pieczołowicie przygotowany – w tym aspekcie BioWare przeszedło w ME2 samych siebie; mamy tu m.in. nieco szalonego salariańskiego naukowca Mordina, uduchowionego zabójcę Thane’a, czy nawet… a, tego zdradzać nie będę. O towarzyszy warto dbać, rozwiązywać ich problemy i zdobywać ich lojalność, wcale nie jest bowiem powieziane, że wszyscy wrócą z naszej misji, ale odpowiednia motywacja zdecydowanie zwiększy ich szanse na przeżycie.

W swojej recenzji pierwszego ME narzekałem głównie na trzy rzeczy: skopaną eksploatację wrzechświata i kiepskie zadania poboczne oraz mało dynamiczne walki. Miło mi więc donieść, że wszystkie te aspekty gry zostały w ME2 znacznie poprawione. Eksploatację planet ograniczono tutaj do minimum: zamiast lądować na powierzchni w MAKO i zasypiać z nudów podczas jazdy, jedynie skanujemy planety w poszukiwaniu złóż surowców, które potem wykorzystujemy do ulepszenia naszego ekwipunku i mocy. Znacznikami misji pobocznych są natomiast nie napotykane struktury, a odkryte podczas powyższego procesu anomalie – na każdej z nich możemy wylądować i, już pieszo, zbadać. Trzeba tutaj przyznać, że w wielu wypadkach twórcy postarali się o naprawdę ciekawe okoliczności – moim ulubieńcem została eksploatacja niestabilnego wraku starego statku kosmicznego. Same walki zaś stały się zaś dużo intensywniejsze. Zrezygnowano z wpływu wyszkolenia na celność strzałów, co uczyniło potyczki trudniejszymi, za to umożliwiło zadawanie większych obrażeń strzałami w głowę. Dużo szybciej regenerują się moce, dzięki czemu możemy częściej ich używać, znacznie zmniejszono także wytrzymałość Sheparda, przez co nie da się już wygrywać walk stojąc w miejscu i trzeba szukać sobie odpowiedniej osłony. Ulepszeniu uległo także to, co już było dobre, czyli rozmowy: teraz w niektórych momentach możemy wciskając odpowiedni przycisk myszy wykonać jakąś dodatkową akcję, co otwiera nam nowe drogi kontynuowania/zakończenia konwersacji lub ułatwia przyszłe potyczki, np. poprzez wypchnięcie potencjalnego przeciwnika przez okno.

Oczywiście, twórcy nie zapomnieli także o ulepszeniu sfery audiowizualnej. Grafika gry znacznie się poprawiła i nawet dziś wygląda imponująco, a oprawa dźwiękowa, autorstwa tych samych autorów, utrzymała swój wysoki poziom. Warto także wspomnieć o głosach: o ile w pierwszej części zdarzały się zgrzyty, tym razem już w ich zasadzie nie ma – brawa dla aktorów, że chciało im się pracować nad tym, by stać się jeszcze lepszymi.

Podsumowując, powtórzę to, co już napisałem: „Mass Effect 2” to świetna kontynuacja, której udało się ulepszyć w zasadzie każdy aspekt oryginału, a to niełatwe zadanie. Gra ta to jedna z moich ulubionych produkcji, a przy tym w wielu aspektach najlepsza odsłona serii – daję jej 8+/10.

Komentarze


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*