Pokłady


Gry komputerowe

Gry towarzyskie

Kultura


TESGIR
Najlepsze miejsce
dla fanów fantastyki

T E S G I R
N a j l e p s z e m i e j s c e d l a f a n ó w f a n t a s t y k i

TOP7 powodów, dla których ścieżka Roche’a jest lepsza


Dodał dnia 06.04.2021 do Wiedźmin (seria). Brak komentarzy.

„Wiedźmin 2” znany jest z tego, że pod względem fabularnym to w zasadzie dwie gry w jednej: w zależności od tego, czy pod koniec aktu I zdecydujemy się ułożyć z Vernonem Rochem, szefem temerskich komandosów, czy też elfem Iorwethem, dowódcą jednego z komand scoia’tael, kolejny rozdział będzie wyglądał zupełnie inaczej. W poprzedniej myśli napomknąłem, że dużo przyjemniej grało mi się po stronie Iorwetha, ale nie znaczy to, że ścieżka Roche’a jest kompletnie nieciekawa – wręcz przeciwnie, niektóre rzeczy udało się tam zrobić lepiej. W tej Myśli – analogicznie do poprzedniej – wymieniam siedem z nich. Zapraszam. (Uwaga na spoilery!)

Miejsce 7. Walka z Operatorem

Jest to pomniejsza kwestia, ale jako że dotknęła mnie osobiście, muszę ją wymienić. Jedną z rzeczy, która udała się w „Wiedźminie 2” są walki z bossami – w przeciwieństwie do jedynki, gdzie większość z nich wymagała po prostu wypicia paru eliksirów, tutaj liczy się także sprawność i pomyślunek gracza. Żaden jednak przeciwnik nie sprawia tyle problemów co Operator – strażnik artefaktu pradawnych vranów (albo pradawnego artefaktu vranów), którego możemy spotkać w akcie III. Potyczka z nim dostępna jest na obu ścieżkach, jednak wymaga zdobycia pewnego manuskryptu w rozdziale II – szkopuł w tym, że na ścieżce Roche’a robimy to przy okazji zadania pobocznego, a po stronie Iorwetha musimy znaleźć przy okazji nocnej eskapady do obozu Kaedwen, dokładnie eksplorując jego przyległości. Mimo że starałem się być uważny, po prostu nie zauważyłem prowadzącej doń drogi, przez co walka i nagroda za nią przeszły mi koło nosa – a szkoda, bo satysfakcja, jaką odczułem pokonaniu wroga była jak najbardziej warta dwóch godzin z życiorysu (tyle zajęły mi kolejne próby).

Miejsce 6. Seks z Ves

Podejście do seksu w pierwszej i drugiej części „Wiedźmina” jest kompletnie inne: w jedynce twórcy poszli zdecydowanie w ilość i kolekcjonowanie kolejnych kart, podczas gdy w dwójce Geralt „domyślnie” jest w związku z Triss i pozwala sobie na jedynie nieliczne skoki w bok (chyba że korzysta z usług prostytutek); na ścieżce Iorwetha okazje ku temu są trzy, z kolei po stronie Roche’a tylko jedna. Jednakże, o ile ta ostatnia liczba jest oczywiście niższa, to jakość towarzyszącej jej relacji jest o wiele wyższa. Ze wszystkich partnerek dostępnych po stronie scoia’tael (Słota, sukkub i Cynthia), z żadną nie mamy w zasadzie żadnej zażyłości (konia z rzędem temu, kto wymieniłby imię pierwszej bez zerknięcia do internetu), podczas gdy Ves pojawia się już w prologu i pełni całkiem sporą rolę w akcie I, ukazując się nam zarówno jako twarda agentka, jak i wrażliwa kobieta. W tym wypadku łóżkowe igraszki jawią się jako część relacji czy dodatek do niej, podczas gdy głównym powodem do wspólnego kłębienia się w pościeli w alternatywie jest niemal wyłącznie istnienie takiej możliwości. (Oczywiście ja gram katolickim wiedźminem, więc absolutnie wszystkie panie odchodzą z kwitkiem.)

Miejsce 5. Brak zmiany strony

Wszyscy zapewne znamy powiedzenie „nie rób z gęby cholewy”. Oznacza ono ni mniej, nie więcej niż to, że danego słowa trzeba dotrzymywać, a honorowanie zawartych umów jest wartością samą w sobie – i ja się z tym zasadniczo zgadzam. Z tego powodu podczas podążania ścieżką Iorwetha cały czas miałem wyrzuty sumienia, że pomagając elfowi, po prostu zdradziłem Roche’a, który nie tylko wbrew wszystkiemu uwierzył w moją niewinność, ale i pomógł uciec z temerskich lochów – wszystko to za obietnicę, iż pomogę mu ująć prawdziwego mordercę Foltesta. Było to dla mnie tym bardziej dotkliwe, że szczerze polubiłem Vernona, dochodziła więc do tego jeszcze nielojalność wobec przyjaciela, a przecież „kumple przed babkami” to w moim życiu dewiza jeszcze ważniejsza niż powyższa. Nawet jednak, gdy nie mamy takich moralnych dylematów, podążanie ścieżką Roche’a sprawia, że cała fabuła jest nieco bardziej spójna, a to też jest w opowieściach rzeczą dość istotną. No i poza tym stawanie po stronie elfich terrorystów to nie jest to, co pragnąłbym w życiu robić, nawet jeśli ta część działalności Iorwetha w zasadzie nie istnieje w dalszej fabule.

Miejsce 4. Więcej zakończeń

CD Projekt (wtedy chyba jeszcze nie Red) ogłosiło niegdyś, że przygodę w „Zabójcach Królów” możemy zakończyć na 16 sposobów (status Arjana la Valette’a × strona Roche’a/Iorwetha × status Henselta/Stennisa × wybór z aktu III, czyli 2^4), równo rozdzielonych pomiędzy ścieżki Iorwetha i Roche’a. Jest to jednak (możliwe, że dopiero od czasów „Edycji Rozszerzonej”) nieprawda i popierając komandosa Niebieskich Pasów, mamy do wyboru jedną opcję więcej. Pomagając bowiem elfowi, możemy zdecydować, czy ratujemy Triss, czy Saskię i od tego momentu aż do końca zadania podążamy ustaloną ścieżką. Jednak jeśli po stronie Roche’a wybierzemy odbicie Anais, to po uwolnieniu księżniczki możemy zdecydować, czy oddajemy ją Radomirowi Redańskiemu, czy Janowi Natalisowi i w zależności od tego (a także od statusu Addy z „Wiedźmina”) losy Temerii potoczą się zupełnie inaczej. (Oczywiście jedyną poprawną opcją jest oddanie Anais Temerczykom, bo nie smutniejszego widoku niż Vernon w redańskiej czerwieni zamiast temerskiego błękitu.) W kwestii zakończeń jest więc w istocie 3:2 dla Roche’a, a do tego te trzy istotnie się od siebie różnią, a nie np. mają nałożony inny filtr kolorystyczny w outrze.

Miejsce 3. W imię Temerii

Pisząc poprzednią Myśl stwierdziłem, że wybór pomiędzy Triss a Anais jest w zasadzie automatyczny, bo co niby Geralta obchodzi jakieś tam państewko. Trzeba jednak przyznać, że jako fan przede wszystkim książek mogę na to patrzeć nieco niż ci, którzy z wiedźmińskim światem stykają się głównie w growych fanficach. Im na losie Temerii może zależeć dużo bardziej, jest to bowiem kraj, na terenie którego rozgrywa się spora część fabuły dwóch pierwszych gier, a ponadto związanych jest z nim wiele lubianych przez Geralta i gracza osób (Foltest, Triss, Roche) – a tylko wybierając stronę Vernona, możemy uratować Temerię przed rozbiorem ze strony Redanii i Kaedwen. Kraju z trzema liliami w herbie dotyczą także dość interesujące zadania w akcie III: „Świadek koronny”, „Lilje i żmije”, „Pacta sunt servanda” oraz „Posłaniec”, w których najlepiej widać, że świat wiedźmina to nie tylko walki z potworami i seks z czarodziejkami, ale również bezwzględna polityka.

Miejsce 2. Lepsze zakończenie aktu I

Pierwszym, co tak naprawdę rozróżnia ścieżki Iorwetha i Roche’a jest zadanie kończące I rozdział (no dobra, jest jeszcze reakcja świata gry na to, co zrobimy tuż przed pierwszą walką z Letho, ale to skutek uboczny naszej decyzji, a nie nasz świadomy wybór). Stając po stronie elfa, przejmujemy kontrolę nad barką przewożącą pojmanych scoia’tael, zaś wybierając Vernona, włamujemy się do posiadłości Loredo. I muszę przyznać, że drugi z tych questów spodobał mi się o wiele bardziej – jest bardziej klimatyczny (skradanie się), trudniejszy i ciekawiej się kończy; nie bez znaczenia jest też fakt, że tylko w nim na 100% rozprawimy się z komendantem Loredo, podczas gdy w alternatywie musimy w tym celu pozwolić zginąć w pożarze paru elfkom. Akt II może być lepszy na ścieżce Iorwetha, ale w rozdziale I ostatecznie to Roche przejmuje rząd dusz.

Miejsce 1. Zabójcy Królów

Punktem wyjścia fabuły „Wiedźmina 2” są zabójstwa królów północy – Demawenda w intrze i Foltesta w prologu – są one zarówno powodem osadzenia Geralta w więzieniu, jak i jego uwolnienia. Odpowiadają za nie oczywiście trzej wiedźmini ze szkoły Żmiji, jednak grając po stronie Iorwetha, poznajemy tylko jednego z nich – Letho z Gulety – a reszta zostaje wyłącznie wspomniana. Pod tym względem strona Roche’a jest lepsza, gdyż stykamy się na niej nie tylko z przywódcą akcji, ale i jego podwładnymi: Egonem i Skerritem. I to stykamy się w całkiem ciekawych okolicznościach – najpierw bronimy przed nimi władcę Kaedwen (trudna potyczka, bo przeciwników jest dwóch, a każdy z nich niebezpieczny), a potem nawet wchodzimy w ich skórę, kiedy dzięki nekromancji przyglądamy się ostatnim wspomnieniom jednego z nich. Co ciekawe, jest to już drugi poza miejscem 5. czynnik, który sprawia, że fabuła po stronie Roche’a jest nieco bardziej spójna niż jej alternatywa, w której wątek zabójstw schodzi na dalszy plan, żeby nie powiedzieć znika (bo niby czemu mordercy nie uderzają, kiedy Geralt jest zajęty czymś innym?). Jeszcze bardziej interesujące jest to, że popierając Roche’a możemy w akcie II pozwolić mu na zabicie Henselta i de fact stać się królobójcą, za którego wszyscy nas mają – fajne, nie?

Opinie


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 *