Pokłady


Gry komputerowe

Gry towarzyskie

Kultura

TESGIR
Najlepsze miejsce dla fanów fantastyki

Wspomnienia o Insimilionie


Dodał dnia 18.01.2017 do Fandom. 44 komentarze.

Stało się. Gdzieś na przełomie 2016 i 2017 r. umarł Insimilion. Oficjalnie, Twierdza cRPG, RPG i Fantasy. Nieoficjalnie, jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu – Insimilion to kawał mojej historii jako gracza, fantasty, redaktora i także człowieka. Co prawda, strona http://crpg.insi.pl wciąż odpowiada, a Wędrowców (że tak się posłużę określeniem z dawnych czasów, kiedy wciąż próbowaliśmy trzymać klimat) wita plansza z napisem „Strona w budowie”, ale nie łudźmy się – Twierdza była już umierająca od jakiegoś czasu. Poniższy tekst ma jednak nie mówić o jej śmierci (a raczej: nie mówić głównie o jej śmierci), a życiu. Zapraszam do moich wspomnień.

Na Insimilion trafiłem około marca 2005 roku, ale jak i po co, tego dokładnie nie pamiętam. Najbardziej prawdopodobne możliwości są zasadniczo trzy: albo próbowałem dać kolejną szansę „Baldur’s Gate”, albo szukałem czegoś o „Icewind Dale”, albo po prostu lubiłem wtedy nie tyle grać, co czytać o grach. Tak czy owak zdarzyło się, że mniej więcej w tym okresie chciałem także zacząć pisać o grach, a Insimilion wydał mi się do tego najbardziej odpowiednim miejscem: strona wyglądała naprawdę fajnie i trzymała klimat, a przy tym nie ograniczała się tylko do jednego tematu, a artykuły na niej, zwłaszcza poradniki, były naprawdę dobre i fachowe, a przy tym nie sztywniackie. Żeby zostać redaktorem Insimilionu w tamtych (i każdych następnych czasach zresztą też), trzeba się było „wkupić” – oczywiście tekstami. Na początek napisałem dwa (tyle było wymagane) i spodobały się na tyle, że zostałem przyjęty, nawet jeśli po latach tych artykułów się nieco wstydzę. Jednym był pisany dość topornie poradnik prowadzenia walk w „Icewind Dale” (później bezczelnie splagiatowany w „Clicku!”), którego mechaniki niezbyt wtedy rozumiałem, drugim z kolei poradnik tworzenia postaci do „Arkanum”, który, przyznaję się i żałuję, napisałem na podstawie kreatora bohatera we wspomnianej grze, bez żadnej obudówki praktycznej. Mimo że zacząłem bardzo słabo należy powiedzieć, że inwestycja we mnie się opłaciła, gdyż przez 10 lat mojej bytności na stronie szybko zdobyłem pozycję najbardziej płodnego członka redakcji: zupełnie nowe, duże działy „SpellForce’a” (który zapewnił mi nawet niejaki rozgłos), „Star Wars: Knights of the Old Republic”, „Star Wars Roleplaying Game – Saga Edition” i „Heroes of Might and Magic V” oraz nie-tak-znowu-okazjonalna praca w wielu innych sprawiły, że w niektórych okresach miałem więcej napisanych tekstów niż cała reszta aktywnej w tamtym czasie redakcji razem wzięta. Nie ukrywam, że napełniało mnie to dumą, chociaż nie ukrywam także, że bywało tak, że miałem nieco żalu do Władcy, że nie zostałem za to nigdy finansowo nagrodzony, tym bardziej, że Insimilion jednak jakieś pieniądze zarabiał (chyba).

Zresztą, jeśli już przy Władcy jesteśmy, warto temat redaktora naczelnego strony omówić nieco szerzej. Gdy zaczynałem „pracę” na Insimilionie, funkcję tę pełnił jeszcze założyciel strony, Ahelor, który dość szybko został jednak zmieniony przez Amelka, który nosił wtedy ciężki do zapamiętania nick stworzony chyba losowo przez napierdzielanie łokciem po klawiaturze. Następny w kolejce był Orish, którego muszę tutaj scharakteryzować jako starego, dobrego Orisha. Orish, który wedle anegdot miał zaczynać każdego maila słowami „Witam, jestem Orish Shanlen, Władca Insimilionu, największej w Polsce Twierdzy cRPG, RPG i Fantasy” miał kupę ambitnych pomysłów czy też planów, z czego zostało zrealizowanych chyba 0.5 (bo istotnie, Wiosna Fantastów przyciągnęła kupę ludzi, nawet jeśli prawie nikt z nich nie został na stałe), a ponadto lubił co jakiś czas znikać i przekazywać pałeczkę komuś innemu tylko po to, by po paru tygodniach wrócić i ponownie rozsadzić się na tronie, czyli tam, gdzie jest jego miejsce w sercu każdego z nas (i nawet sławetnemu buntowi o nazwie, jeśli pamięć mnie nie myli, FOSIL, nie udało się tego zmienić, chociaż może gdyby próbował, byłoby inaczej :D). Nie możemy także zapomnieć o spotkaniach Wielkiej Rady prowadzonych przez niego, a zwłaszcza o jednym, kiedy to po burzliwej dyskusji nad jednym tematem podziękował nam za głosy, ale stwierdził, że i tak podejmie decyzję sam. A, oczywiście jak na prawdziwego Władcę przystało, Orish miał żonę, Vrenth z rodu Idaho – ich ślub był naprawdę fajnym wydarzeniem (nawet jeśli kijowo poprowadzonym, za co winę ponoszą zarówno organizatorzy, i goście), ale było to małżeństwo wyłącznie z rozsądku. Kończąc temat Orisha, jest on naprawdę ważnym i pozytywnym aspektem mitologii Insimilionu i ani Orish-kobieta (żeby feministki się nie czepiały), ani Orish-na-motorze (wyglądał naprawdę królewsko), ani Orish-z-pizzą (byliśmy głodni), czyli podium castingu na nowego Orisha urządzonego na jednym ze zlotów podczas oczekiwania na pojawienie się Orisha-właściwego, nigdy nie mogliby go zastąpić.

Insimilion to jednak nie była tylko strona, ale przede wszystkim forum, które spokojnie mogłoby zawstydzić niejedną brazylijską telenowelę – mieliśmy tak romanse, przyjaźnie, rywalizacje i wszystkiego innego pod dostatkiem. Niestety, mój pobyt tam nie zawsze był przyjemny, złożyło się bowiem, że gdy zaczynałem tam przesiadywać miałem straszną emo-fazę, którą słusznie i wyłącznie wkurwiałem wszystkich dookoła, a jeśli miałbym teraz czytać moje posty z tego okresu, to chyba spaliłbym się ze wstydu. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż doprowadziło to do stworzenia sławetnego „Kącika miłosnych zwierzeń i porad” i ogromnego rozwoju równie sławetnych „Ogrodów Filozofów” – wiem, że są ludzie, którzy na tych tematach wieszają psy, nie da się jednak ukryć, że po pierwsze to tam mimo wszystko mocno udzielali się chyba wszyscy, a po drugie to właśnie one decydowały o unikalnym charakterze naszego forum dyskusyjnego, spajając całą społeczność w jedną chaotyczną całość. Poza tym forum Insi było jak każde inne forum, łącznie z gównoburzami o byle co 🙂 – mimo to zawsze będę je wspominał z rozrzewieniem i nostalgią, tym bardziej, że w końcu udało mi się chyba zdobyć tam niejaki szacunek i sympatię, albo przynajmniej grupkę serdecznych kolegów.

Jednak społeczność Insimilionu nie była budowana tylko na forum, ale i, może nawet przede wszystkim, na zlotach. Osobiście byłem na trzech dużych i paru mniejszych, które zlotami były nazywane bardziej przez sentyment niż przez istotną zlotowość. Po raz pierwszy na takim spotkaniu pojawiłem się około roku 2010 i nie da się ukryć, że na początku, mimo ciepłego dnia, poczułem chłód, a nawet mróz emanujący od moich współzlotowiczów i nieomal słyszałem ich myśli oscylujące wokół: „Kurwa, przylazł” – tak, nie było wtedy daleko od mojej emo-fazy. Mimo kiepskiego startu i moich własnych lęków szybko doszliśmy do porozumienia, a sam zlot w Brzesku udał się znakomicie i przyniósł nam wszystkim wiele radości i wspomnień, na czele z Igorem123 (albo Igorem321, nikt nie wie do dziś), orishowym chrapnięciem „hrrr” (i już nigdy nic nie było takie samo…), różowym pokojem, krytycznym pudłem w próbie wsypania proszku do butelki podczas sesji D&D (kto kurwa rzuca na coś takiego? „proszek jest wszędzie, tylko nie w butelce”, kurwa!), ręką w cukrze i statkiem, który potrzebuje dobrego kapitana, a według niektórych nawet więcej niż jednego – przez to wszystko Brzesko 20XX będzie dla mnie zawsze „matką wszystkich zlotów” i chciałbym kiedyś jeszcze tam wrócić. Następny zlot, który odbył się już rok później, miał miejsce w bieszczadzkim Majdanie, czyli mieścinie, w której komisja wyborcza liczy więcej osób niż jest wyborców. I niestety, zlot ten stanowi raczej ciemnoszarą kartę historii Insimilionu, gdyż, w przeciwieństwie do poprzedniego, doszło na nim do bardzo wyraźnego podziału między dwoma grupami zlotowiczów, którym pasowały nieco inne aktywności, z których przynajmniej część budziła spore kontrowersje. Mimo to, i tam była kupa dobrej zabawy; codziennych ognisk, męskiego wypadu nad jezioro, heroesowej inicjacji czy pisania hymnu Insimilionu chyba nigdy nie zapomnę. Nie możemy także zapomnieć o anty-zlocie, który podobno się odbył i na którym było obecnych kilka osób znanych z imienia i 30-40 anonimowych użytkowników.

Ostatni chyba jak na tę chwilę duży zlot odbył się w maju zeszłego roku w cholernie zimnym Koronowie w okolicach Bydgoszczy (raczej szerokich okolicach) i budzi on u mnie raczej smutek, ponieważ po pierwsze była na nim zaledwie garstka osób spośród tych, które parę lat wcześniej były obecne w Bieszczadach (co sprawiło, że przez jakąś godzinę leżałem samotnie w lesie, nostalgicznie rozpaczając), a po drugie odbywał się on w okresie, w którym Insimilion już wyraźnie umierał, a w dużej mierze odpowiedzialna za to osoba była na owym zlocie obecna. Około pół roku przed tym wydarzeniem Orish sprzedał bowiem stronę pewnemu osobnikowi, którego imienia ani nicka tutaj nie wymienię, gdyż gotowy jest nasłać na mnie prawnika, co jest ponoć jego ulubioną groźbą. Nowe rządu na Insi były… no, w najlepszym razie kontrowersyjne. Osobiście od razu zauważyłem, do czego to wszystko zmierza i odszedłem z redakcji, nie zgadzając się na nowe porządki, ale większość Insimiliończyków dała się nabrać, czemu szczerze mówiąc, nie ma się co dziwić, gdyż roztaczane przez nowego właściciela wizje istotnie trzeba było uznać za atrakcyjne – zwiększenie budżetu, płacenie za artykuły, nowy, nowoczesny design i wyruszenie na podbój okołogrowej części Internetu – jednak zupełnie nierealne; zresztą sam właściciel (który zasadniczo nie miał ochoty, by samemu zostać redaktorem naczelnim i mianował na to stanowisko inną osobę; o tyle dobrze, że była to osoba, którą chyba najbardziej szanował) okazał się być personą śliską i przebiegłą, traktującą swoich „poddanych” z góry, przez co przez następne kilka miesięcy nawet jego najwięksi apogeleci (nie bójmy się użyć tego słowa, sam byłem naprawdę przerażony bezkrytycznością niektórych) w końcu się od niego odwrócili. Oczywiście, jak to zwykle w takich czasach bywa, utworzył się pewien „ruch oporu”, nie bojący się otwarcie krytykować nowych porządków – m.in. zakazu informowania o promocjach w sklepach internetowych, żyłowaniu wolontariuszy czy zamiany strony w witrynę reklamową gier w rodzaju „Symulatora kosiarki” i „Super-przebieranek 2017”. Kulminacją wszystkiego był post autorstwa jednego z byłych wolontariuszy, rzucający sporo światła na kulisy działania witryny, wskazujący przy okazji na wszystkie niezrealizowane obietnice. Po tym poście (szybko oczywiście usuniętym), forum zostało najpierw oczyszczone z „wrogów systemu” (serio, nie mogłem na nie wejść zalogowany, mimo że moi znajomi mieli taką możliwość), a potem zamknięte pod pozorem prac.

Sama witryna działała jeszcze przez jakiś czas, ale zapewne ledwie dyszała – sam na nią nie wchodziłem, bo nie było po co i zakładam, że tak samo myślało sporo innych osób. I tak też dochodzimy do dnia dzisiejszego i napisu „Strona w budowie”. Mimo że na pewno nie tylko mnie jest smutno, nie ma jednak co rozpaczać – wszak Twierdza działała przez dobre kilkanaście lat, co jak dla fanowskiego portalu na pewno jest sporym osiągnięciem – szkoda tylko, że jej śmierć nastąpiła w takich niewesołych okolicznościach. Mimo to, pisząc ten artykuł częściej się śmiałem niż chlipiałem, więc chyba wszystko skończyło się dobrze.

Na koniec chciałbym jeszcze z tego miejsca pozdrowić i podziękować wszystkim (no, prawie wszystkim :D) byłym (ale sercem wciąż obecnym!) Insimiliończykom za lata współpracy i rozmów na tematy ważne i mało ważne. W szczególności ciepłe słowa kieruję do (na pewno o kimś zapomniałem, więc wybaczcie; poza tym kolejność alfabetyczna):

  • Ahelora, za przyjęcie mnie w poczet członków redakcji.
  • Bachsi, za ciasta.
  • Corana, za bycie Coronem.
  • Iliacha, za jego ostatni post.
  • Ingmara, za jego telewizyjny uśmiech (wciąż czekam na jego powrót).
  • Iselora, za te wszystkie gównoburze o retroRPG.
  • Frosta, bo tak bardzo mnie nie lubił.
  • Loli, za to, że dała się namówić na rejestrację, mimo że parę razy tego żałowałem.
  • Luke’a, mojego drogiego kolegę, którego nigdy bym nie spotkał, gdyby nie Insi.
  • Kalinki, za przygrywanie do hymnu.
  • Mith, chociaż to akurat ciepłe słowa nie są.
  • Oricka, za szpetnego bosmana Santiago i bycie najlepszym Mistrzem Podziemi.
  • Orisha, za władcowanie – szkoda, że podjął jedną złą decyzję, za to na pewno w dobrej wierze.
  • Serenity, za pościg w liczbie artykułów – dzięki niej nie mogłem spocząć na laurach.
  • Shar, za komiksy, za zdjęcia i za wieczny brak kasy.
  • Silhara, bo to porządny gość.
  • Silmorena, jednego z najbardziej zajebistych gości, jakiego znam.
  • Tae, za organizowanie kolejnych spotkań.
  • Veronique (czy ktoś jeszcze ją pamięta?), która jako pierwsza osoba na forum zwróciła się bezpośrednio do mnie.
  • Vrenth, bo dzięki niej nie czułem się samotny jako katolik na Insi.

Komentarze


  • Pewnie mnie nie pamiętasz, miałem avatar z Drizztem, o ten: http://athkatla.cob-bg.pl/images/avatars/2139147414b219567d75ee.jpg. Nie udzielałem się jakoś wielce aktywnie, ale byłem długo zarejestrowany :). Cóż mogę rzec? Wielka szkoda Insi, próbowałem wejść na stronę kilka razy, pisało ciągle, że w budowie, aż dziś wreszcie zauważyłem, że zdechła na dobre. Szkoda, wiele pracy zostało utracone, a przede wszystkim fajne miejsce w sieci. Eh, żal… Pozdrawiam wszystkich Wędrowców.

    • Awatar zaiste pamiętam. Wam nadzieję, żeś zdrów i że dobrze Ci się wiedzie.

      No cóż, istotnie straciliśmy kupę wiedzy i całkiem fajne miejsce. Jeśli tęsknisz za społecznością, został w pewnym sensie reaktywowana na Discordzie – jeśli chcesz dołączyć, odezwij się na FB.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

     *